Konflikt Rosja/Ukraina to nie zawody sportowe.
Zwycięstwo w wojnie wymaga odrobiny myśli.
Autor: Aurelien
Tłumaczenie polskie za:
https://aurelien2022.substack.com/p/russiaukraine-is-not-a-sports-competition
Publikacja tego tekstu NIE oznacza zgody ze wszystkimi poglądami tego autora.
Spójrzcie na większość zachodnich mediów na temat Ukrainy w tych dniach, a pomyślicie, że czytacie relacje dziennikarzy sportowych z serii meczów między dwoma zespołami w ciągu sezonu meczowego. Wzloty i upadki, zmiany zawodników, zmiany w zarządzie, kłótnie o kary, kłótnie o taktykę. Ale w rzeczywistości, oczywiście, konsekwencją próby opisania poważnej współczesnej wojny w ten sposób jest to, że większość czytelników ma tak samo małe pojęcie, o co chodzi w kryzysie na Ukrainie, jak sami eksperci.
Jedną z rzeczy, które zauważyłem podczas kariery na niższych szczeblach rządu, wyrzucania śmieci, przynoszenia kanapek i tak dalej, było to, jak mało systemów politycznych jest otwartych na zrozumienie i przyswojenie prawdziwie nowych koncepcji. Nie mam na myśli zmiany zdania: to dzieje się cały czas. Mam na myśli zmianę fundamentalnego sposobu, w jaki postrzegają świat lub jakiś jego aspekt. Niekoniecznie jest to krytyka zaangażowanych osób; jest to bardziej odzwierciedlenie oszałamiającej szybkości, z jaką rozwijają się wydarzenia, ograniczonego czasu na przemyślenia i analizy, nieustannych żądań mediów dotyczących natychmiastowego komentarza oraz faktu, że każda sytuacja jest nie tylko o wiele bardziej złożona, niż się wydaje na początku; nieuchronnie miesza się to również z wieloma innymi złożonymi problemami, nie wspominając o całej gamie różnych i zróżnicowanych aktorów. Rezultatem jest to, co nazywam Syndromem Istniejących Ram: nie ma czasu, a często nie ma ochoty, aby dowiedzieć się, co naprawdę się dzieje. Powstaje więc pytanie: Jak dopasować to wydarzenie do moich istniejących ram pojęciowych? - a co za tym idzie - Które wydarzenie, które myślę, że rozumiem, najbardziej to przypomina?
Tego rodzaju podejście umożliwia podejmowanie przez rządy niezbędnych nieoficjalnych osądów oraz podejmowanie decyzji i sprzedawanie mediom, które same są zwykle katastrofalnie źle poinformowane o czymkolwiek ważnym. Problem jest zatem z powodzeniem konceptualizowany i tymczasowo rozwiązywany, a wszyscy są zadowoleni, dopóki nie stanie się jasne, że to ramowanie było w rzeczywistości błędne i należy znaleźć inną ramę. Oczywiście próby narzucenia ram mogą być konkurencyjne, ponieważ nie każdy będzie miał te same ulubione modele: niektórzy mogą mieć modele wyuczone na przykład ze studiowania historii lub przynajmniej wierzyć, że mają. Tak więc w przypadku kryzysu w Kosowie w 1999 roku Roland Paris zidentyfikował ”wojnę metaforyczną”, ponieważ ludzie Zachodu, którzy nie mogli znaleźć tej prowincji na mapie, rywalizowali ze sobą, aby narzucić jej swoje osobiste modele tego, co się dzieje. Najbardziej zabawną próbą było kolejne wyjście na mit monachijski: mocarstwo grozi uznanemu na arenie międzynarodowej państwu przemocą, jeśli nie odda pod jego kontrolę części terytorium zamieszkanego przez mniejszość etniczną. Tak, ten Miloszević naprawdę był nowym Hitlerem.
https://aix1.uottawa.ca/~rparis/Metaphor.pdf
Jednak na Ukrainie sama skala i złożoność konfliktu sprawiły, że eksperci szukają sposobów na konceptualizację rosyjskiej operacji (i oczywiście sprawianie, że wyglądać będzie na nikczemną), a więc wymyślają imponująco brzmiące, ale nic nie znaczące sformułowania. „Nieuzasadniona agresja”: w porządku, a twoja definicja usprawiedliwionej agresji brzmi..... ? „Brutalna inwazja”: w porządku, a twój pomysł na łagodną inwazję byłby ...? Nie chcę szydzić, ale jest to przypadek zbiorowej ekspertyzy Zachodu, która jest przerażona czymś, w czym nie ma doświadczenia ani odpowiednich zdolności intelektualnych, aby to zrozumieć. Nie ma dobrze rozumianych ram pojęciowych, które obejmowałyby tego rodzaju kryzys, a ta Wojna po prostu nie przypomina żadnego z tych wstępnie ugotowanych intelektualnych fastfoodów, które każdy dziennikarz trzyma dziś w biurku czy w plecaku. Sami eksperci wojskowi mogą mieć wspomnienia dowodzenia trzydziestoma lub setką żołnierzy w Afganistanie przeciwko talibom, z czego próbują uogólniać, mnożąc wszystko przez około milion.
Nieuchronnie więc eksperci kończą pisać o rzeczach, które myślą, że rozumieją, a analiza konfliktu ukraińskiego zmierza do najmniejszego wspólnego mianownika, traktując cały ten upiorny biznes tak, jakby był to jakiś długotrwały sportowy konkurs, w którym czasami jedna drużyna jest na czele, czasami druga, a eksperci mogą spędzać godziny na sondowaniu tego, kto ich zdaniem „wygra” i dlaczego. I tak jak ludzie, którzy nigdy nie uprawiali sportu po ukończeniu szkoły, mogą mieć opinię na temat prawdopodobnego zwycięzcy pojedynku sportowego, tak każdy, kto kiedyś widział film wojenny, może mieć opinię na temat Ukrainy.
Cóż, przypuszczam, że tak wygląda wolne społeczeństwo [free society]. Mimo to mamy prawo oczekiwać od tych, którzy wysuwają się naprzód w celu wyjaśnienia takich rzeczy, że przynajmniej najpierw spróbowali przygotować się intelektualnie. Nie musi to również oznaczać, że ktoś taki służył w wojsku: wielu komentatorów wojskowych spektakularnie się myliło w ciągu ostatniego roku. Wymaga to jednak zrozumienia, jak wygląda planowanie i prowadzenie niezwykle poważnych, złożonych i długoterminowych operacji wojskowych z najwyższego szczebla wojskowego i politycznego. Można to wywnioskować z własnego doświadczenia i obserwacji: można to do pewnego stopnia zaczerpnąć to z książek, jeśli na przykład dogłębnie przestudiujecie front wschodni w II Wojnie Światowej i zastosujecie lekcje, ale nie możecie tego zrozumieć, mówiąc wprost, grając w gry wideo lub nawet spędzając sześć miesięcy w Afganistanie jako dowódca plutonu. Ramy, których potrzebujecie, są zasadniczo niezwykle intelektualne (choć oczywiście zawierają praktyczne ograniczenia) i byłbym bardzo zaskoczony, gdyby te ramy intelektualne były nauczane gdziekolwiek na Zachodzie. Z pewnością odkryłem, że próba wyjaśnienia innym tego, co myślą o tym eksperci o wiele lepiej poinformowani, niż ja, jest zasadniczo niemożliwa. Po tym, jak zwrócę uwagę, że jest to wojna na wyczerpanie [attrition war] i że kontrola nad terytorium jako takim nie znaczy zbyt wiele, mój rozmówca powie: „Tak, ale nie można zaprzeczyć, że Ukraińcy wygrywają, ponieważ odzyskali to czy owo terytorium”.
Nie, nie ustanawiam się jako nowy Clausewitz (choć przywołam go ponownie za chwilę), ale chcę wyjaśnić, dlaczego de facto sportowa metafora relacjonowania wojny jest myląca, a nawet niebezpieczna, i spojrzeć na to, czego możemy się nauczyć od innych, lepiej poinformowanych umysłów o tym, jak rozumieć konflikty tej wielkości, czasie trwania i powadze.
* * *







