Strony

poniedziałek, 24 stycznia 2022

Nadal zagubiony w Krainie Pomyłek (CZĘŚĆ TRZECIA): Odparcie ostatniego ataku Petera Kwasniewskiego na Ultramontanizm

 

Nadal zagubiony w Krainie Pomyłek (CZĘŚĆ TRZECIA): Odparcie ostatniego ataku Petera Kwasniewskiego na Ultramontanizm

13 stycznia 2022

 

Tłumaczenie polskie za:

https://novusordowatch.org/2022/01/kwasniewski-still-lost-in-blunderland-part3/

Cytaty z Pisma Świętego zaczerpnięte z Biblii Wujka (1962)

 

Gdzie gra kolejną rundę krykieta flamingami z teologią!



autorstwa Francisa del Sarto

CIĄG DALSZY CZĘŚCI 2…

            https://novusordowatch.org/2021/08/kwasniewski-still-lost-in-blunderland-part2/

            PL: https://novusordo-pl.blogspot.com/2021/08/nadal-zagubiony-w-krainie-pomyek-czesc.html

 

Krótkie Przypomnienie

W CZĘŚCI PIERWSZEJ tego artykułu widzieliśmy, jak dr Piotr Kwasniewski omawia ultramontanizm i papiestwo, stosując dziwnie niekatolickie podejście do tematu. Wykorzystanie przez niego świeckiej encyklopedii zamiast katolickiego podręcznika teologicznego jako punktu wyjścia było wymownym i z pewnością całkowicie wyrachowanym posunięciem z jego strony, które miało mu pomóc zdyskredytować ultramontanizm. Prawdziwe stanowisko tradycyjnego katolika jest w bezpośredniej sprzeczności z jego wyimaginowanymi interpretacjami teologii i historii Kościoła.

https://novusordowatch.org/2021/06/kwasniewski-still-lost-in-blunderland-part1/

PL: https://novusordo-pl.blogspot.com/2021/06/nadal-zagubiony-w-krainie-pomyek-czesc.html

https://novusordowatch.org/2021/02/ultramontanism-gallicanism-pope-pius9-semi-trads/

https://novusordowatch.org/the-catholic-papacy/

Wbrew temu, co sugeruje jego artykuł, władza papieża nie jest czymś, co przypływa i odpływa przez wieki, ale jest zawsze obecna w swojej pełni. Jak wykazaliśmy, jest to nauczanie Magisterium Kościoła, na które wszyscy katolicy są moralnie zobowiązani wyrazić swoją zgodę.

W CZĘŚCI DRUGIEJ tego artykułu zobaczyliśmy, jak dr Kwasniewski wybrał XIX-wiecznego kardynała Johna Henry'ego Newmana na swojego anty-ultramontanistycznego chorążego. To był kolejny błąd ze strony profesora, który już omówiliśmy, ale teraz zajmiemy się nim jeszcze bardziej szczegółowo. Błąd polega na niezrozumieniu kompetencji Newmana w kwestii nieomylności papieskiej, ponieważ bez względu na wielkość jego wkładu w inne dziedziny teologii, sławny kardynał miał wyraźny martwy punkt, jeśli chodzi o ten temat.

https://novusordowatch.org/2021/08/kwasniewski-still-lost-in-blunderland-part2/

PL: https://novusordo-pl.blogspot.com/2021/08/nadal-zagubiony-w-krainie-pomyek-czesc.html

Wbrew twierdzeniom Piotra Kwasniewskiego i wielu innych, troska kardynała Newmana, aby nieomylność papieska nie została zdefiniowana w „nieodpowiednim czasie”, była w najlepszym razie drugorzędna w stosunku do jego preferencji, aby nigdy nie była definiowana w ogóle, ale pozostawała w mrocznej sferze tego, co uważał za „opinię teologiczną”. Innymi słowy, daleki od odwoływania się do Newmana w jego najlepszym wydaniu, dr K cytuje kardynała w jego najsłabszym punkcie, jak wykaże niebawem jeden z najznakomitszych teologów minionego stulecia, który nie miał żadnej urazy do Newmana, ale raczej darzył go szacunkiem.

Możemy teraz przejść do trzeciej i ostatniej części tej serii artykułów.

 

Antymodernistyczny teolog odrzuca błędy Newmana i Kwasniewskiego dotyczące nieomylności papieskiej

Pod koniec CZĘŚCI DRUGIEJ zauważyliśmy, że

wielkim błędem byłoby wnioskowanie, że skoro Newman w naturalny sposób zaakceptował nowy dogmat po jego uroczystym ogłoszeniu — coś, co wszyscy biskupi musieli zrobić pod groźbą herezji — to znalazł powód do celebrowania, ponieważ w rzeczywistości miał wielką niechęć do ultramontanów, którzy sporządzili dokumenty soborowe i być może nawet większą niechęć do papieża, który je promulgował. Niemniej jednak to poglądy kardynała Newmana na I Sobór Watykański i jego dekrety, których dr K chce, abyśmy trzymali się wysoko ponad poglądami przerażających ultramontanów – poglądy, które zostały zabarwione tarciem, które z czasem rozwinęło się między kardynałem a Piusem IX.

To, co szczególnie przemawia do prof. Kwasniewskiego w konflikcie Newmana z papieżem Piusem IX i Soborem Watykańskim I, to, jak można się spodziewać to, w jaki sposób może to zrównać – tak przynajmniej sądzi – z troską tradycyjnych katolików o Sobór Watykański II i jego następstwa:

Uderzające jest to, że jeden z najbardziej błyskotliwych i świętych [sic] teologów współczesnych czasów ma tak głębokie obawy dotyczące prawnie zwołanego Soboru ekumenicznego, prawnie ogłoszonych aktów soborowych, a zwłaszcza panującego papieża, który, jak ma nadzieję, zostanie wygnany z Rzymu lub wkrótce zostanie zastąpiony przez lepszego papieża. Newman nie próbował jednak ukrywać swego stanowiska i choć w pełni zaakceptował definicję Soboru Watykańskiego I, rozumiał ją również wąsko i skromnie, gdyż przekonywał, że należy przyjąć wszystkie definicje: zgodnie z ich dokładnymi granicami i ich rolą w całej Religii katolickiej.

Ci, którzy mają dziś obawy co do zwołania Soboru Watykańskiego II przez Jana XXIII, co do różnych elementów w szesnastu dokumentach soborowych wydanych za Pawła VI, a także co do postępowania papieża Franciszka, mogą czerpać pociechę, wiedząc, że takie trudności umysłu i problemy sumienia nie są sprzeczne z Wiarą katolicką ani z cnotami pokory i posłuszeństwa.

(Peter A. Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”, Catholic Family News, 4 lutego 2021)

https://catholicfamilynews.com/blog/2021/02/04/my-journey-from-ultramontanism-to-catholicism/

Tak samo niedorzeczna jak ta próba jest postawienie niesprawiedliwej krytyki Newmana wobec legalnego rzymskiego papieża i zdrowej doktryny soboru ekumenicznego na równi z tradycjonalistycznymi zastrzeżeniami wobec szerzącej się heterodoksji reprezentowanej przez bezprawnie zwołany i rewolucyjny pseudo-sobór antypapieża Jana XXIII i fatalną „odnowę” jaką zrodził w każdym aspekcie życia katolickiego, nic dziwnego, że wychodzi to z ust „Kwasa”, jak lubią go nazywać niektórzy jego fani.

https://novusordowatch.org/2020/03/theological-errors-of-vatican2/

Wrogość wobec tych, którzy energicznie promują dekret o uczynieniu z nieomylności papieskiej dogmatu, stanowiska, któremu się sprzeciwiał, przyczyniła się do tego, że Newman stał się energicznym, ale bezsensownym obstrukcjonistą przed uchwaleniem dekretu, podczas gdy dr Kwasniewski znalazł niewielką pomoc u teologów katolickich w popieraniu jego minimalizacji prerogatyw papieskich, wyciąga równie bezsensowny wniosek, że wysoka pozycja Newmana prawie gwarantuje, że opinia mniejszości kardynała musiała być prawidłowa, podczas gdy nic nie może być dalsze od prawdy.

 



x. Joseph Clifford Fenton (1906-1969). Wybitny teolog i zagorzały wróg modernizmu, x. Fenton był profesorem teologii dogmatycznej na Katolickim Uniwersytecie Ameryki i redaktorem The American Ecclesiastical Review. W latach 60. był doradcą teologicznym kardynała Alfredo Ottavianiego na Soborze Watykańskim II. Jego pamiętniki soborowe zawierają wybuchowe wpisy przeciwko modernistycznemu wywrotowi Wiary. Papież Pius XII uznał go za jego wybitne dzieła teologiczne. (zdjęcie: Wikimedia Commons [przycięte] / CC BY 3.0)

https://novusordowatch.org/2017/07/vatican2-diaries-fenton/

 

Na szczęście ta prawda została bardzo szczegółowo zbadana przez cenionego XX-wiecznego amerykańskiego teologa ks. Josepha Clifforda Fentona (1906-69). Zagorzały antymodernistyczny profesor Catholic University of America, pisarz, dobry peritus na Vaticanum II (wspierający kardynała Alfredo Ottavianiego), laureat wielu wyróżnień od Stolicy Apostolskiej i długoletni redaktor The American Ecclesiastical Review, ks. Fenton napisał ważny esej na temat kardynała Newmana i dogmatycznej definicji nieomylności papieskiej w 1945 roku.

Chociaż artykuł okazuje Newmanowi najwyższy szacunek to nie podejmuje żadnych wysiłków, aby załagodzić rażące braki w jego myślach dotyczących tego dogmatu. Fenton zaczyna tak:

Nauczanie Johna Henry'ego Newmana o soborowej definicji papieskiej nieomylności różni się od wszystkich innych jego wkładów w myśl katolicką. Wielki angielski duchowny dokonał cennych uzupełnień do katolickiej literatury na temat historii dogmatów, życia duchowego (zwłaszcza w zakresie doskonałości kapłańskiej) oraz filozofii wychowania. Jego prace na temat genezy wiary i procesu nawracania się na prawdę katolicką na zawsze uczyniły Kościół jego dłużnikiem. Tomy traktujące o tych zagadnieniach i dotyczące praktycznej apologetyki, reprezentują najlepszą i charakterystyczną myśl najwybitniejszego konwertyty XIX wieku. Są znacznie lepsze od jego pism na temat papieskiej nieomylności.

Jednak przy tej szczęśliwej okazji stulecia Newmana [– został przyjęty do Kościoła Katolickiego 9 października 1845 r. –], wierzę, że rozważenie tej najsłabszej części nauk Newmana będzie nie tylko pomocne, ale wręcz konieczne. Newman wycierpiał to, co jest dla niego największą zniewagą w stawaniu się modnym. Jego pismom poświęcono znacznie więcej bezkrytycznych pochwał niż naprawdę krytycznego studium. Współczesna literatura katolicka miała tendencję do robienia z Newmana bohatera i starała się raczej uzasadniać niż wyjaśniać jego tezy. W rezultacie jego stosunek do soborowej definicji nieomylności papieskiej został zrównany z resztą jego nauk.

Efekt był bardzo niefortunny. Niektórzy katolicy i nieliczni z tych spoza prawdziwego Kościoła, skłonili się do zaakceptowania na mocy autorytetu Newmana tego, co, w końcowej analizie, jest niedoskonałym i niedokładnym stwierdzeniem doktryny soborowej.

(Joseph Clifford Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, American Ecclesiastical Review 113, n. 4 [październik 1945], s. 300)

https://archive.org/details/sim_american-ecclesiastical-review_1945-10_113_4/page/300/mode/2up

Co charakterystyczne, ks. Fenton nie jest zadowolony z patrzenia na kilka cytatów Newmana na ten temat, ale systematycznie analizują jego myślenie, przy czym większość eseju podzielono na trzy główne sekcje: „Przed soborem”, „Podczas soboru” i „Po soborze” - format, który również będziemy stosować tutaj.

 

Przed Soborem

Najpierw zacytowano fragment oryginalnego tekstu Discourses on University Education i brzmi on podobnie w tonie do entuzjazmu szkolnego chłopca, który można znaleźć we wczesnych wypowiedziach dr Kwasniewskiego na ten temat:

Głęboko czuję, zawsze będę protestować, bo mogę odwołać się do obfitego świadectwa historii, na poparcie mnie, że w kwestiach dobra i zła nie ma nic naprawdę mocnego na całym świecie, nic decydującego i skutecznego, prócz głosu Tego, któremu zostały powierzone Klucze Królestwa i nadzór nad trzodą Chrystusową. Głos ten jest teraz, jak zawsze, prawdziwym autorytetem, nieomylnym, gdy naucza, możnym, gdy rozkazuje, zawsze mądrze i wyraźnie przewodzi w swojej własnej dziedzinie, dodając pewności temu, co jest prawdopodobne, i przekonując o tym, co pewne. Zanim przemówi, najświętsi mogą się pomylić; a kiedy przemówi, najzdolniejsi muszą być posłuszni.

(Cyt. w Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 301; kursywa w oryginale).

W swojej Apologia pro Vita Sua, napisanej w 1864 r., Newman również potwierdza swoją wiarę w nieomylność papieską: „To na papieża na Soborze Ekumenicznym patrzymy jak na zwyczajną siedzibę nieomylności” (cyt. w Fenton, s. 301). Jak dotąd jest dobrze, ale w innych miejscach umniejsza on nauczanie jako będące jedynie na poziomie opinii teologicznej, tak jak w liście z 1867 r. do dr Edwarda Puseya: „Na ogół trzymam się tego; ale nie powinienem uważać tego za grzech, jeśli z powodów rozumowych wątpiłem w to” (cyt. w Fenton, s. 302).

Tak więc Newman postrzega tę naukę na pewnym poziomie jako naprawdę nieważną, dość trywialną, a nawet zbędną („nie powinienem uważać tego za grzech, jeśli… wątpiłem w to”), co stanowi sedno jego walki z ultramontanami: Jego pogląd byłby dopuszczalny tylko wtedy, gdyby niezdefiniowana jeszcze nieomylność papieska była jedynie opinią teologiczną; w przeciwnym razie, jako część Magisterium, choć nie jest dogmatem, nadal wymaga zgody wiernych.

https://novusordowatch.org/2019/03/catholics-assent-non-infallible-teaching/

Tak czy inaczej, Newman niezłomnie utrzymywał, że jego pogląd, aż do ogłoszenia go jako dogmatu, nigdy się nie zmienił. 27 czerwca 1870, dziewięć dni po tym, jak Sobór Watykański wydał swoją definicję, przedstawił to samo twierdzenie. „Dla siebie, odkąd byłem katolikiem, uważałem nieomylność Papieża za sprawę opinii teologicznej” (cyt. w Fenton, s. 302).

W tym momencie ks. Fenton przygląda się genezie głębokiej goryczy Newmana wobec ultramontanów, zła wola płynęła nie od nich, ale prawie całkowicie od niego:

Należy pamiętać, że główną przyczyną zaciekłego sprzeciwu Newmana wobec Williama George'a Warda oraz arcybiskupa Manninga i innych, którzy opowiadali się za definicją papieskiej nieomylności, jest jego dość stanowcze naleganie na pozostawienie tej doktryny na poziomie jedynie opinii teologicznej. Prawdą jest, że różnił się on od arcybiskupa Westminsteru i od innych zwolenników prerogatywy Ojca Świętego w kwestiach dotyczących granic i stosowania nieomylności Kościoła. Mimo to nie oburzał się na ich twierdzenia o doktrynie nieomylności w sposobie, który różnił się od jego własnego. To, co poruszyło go do gorzkiego i nieustannego gniewu, to twierdzenie jego przeciwników, że teza o papieskiej nieomylności wcale nie była kwestią jedynie teologicznej opinii. Jego polemika była skierowana przede wszystkim nie przeciwko przesadnemu lub ekstremistycznemu pojęciu nieomylności papieskiej, ale przeciwko jego prezentacji lub definicji jako dogmatu katolickiego.

Dziwny list Newmana do Warda, napisany 9 maja 1867 r., wydobywa ten najważniejszy element stosunku Newmana do tezy. Ze spokojem przyjmuje fakt, że nauki Warda o nieomylności różnią się znacznie od jego własnych. Podstawowym twierdzeniem Newmana jest to, że różnice te są nieistotne i nieuniknione. Jest wściekły, ponieważ Ward upiera się, że te różnice są ważne. Mógł ze spokojem patrzeć na twierdzenia sprzeczne z jego własnymi założeniami na temat nieomylności Ojca Świętego, o ile były one przedstawiane jako opinie, które można było swobodnie przyjąć lub odrzucić. Jest nietolerancyjny i oburzony, gdy takie nauki są przedstawiane jako prawda dogmatyczna.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 302-303; podkreślenie dodane.)

Mgr. Fenton następnie pokazuje część listu, co pokazuje, jak zirytowany był ks. Newman tymi, którzy zajmowali stanowisko przeciwne do jego: „Uważałem jedno zjawisko w tobie za »doniosłe«, ba, złowrogie, że będziesz upierać się przy nazywaniu tych nieistotnych, dopuszczalnych, nieuniknionych różnic, które muszą zachodzić między umysłem a umysłem, nie jako nieważnymi, ale jako różnicami wielkiej wagi” (cyt. w Fenton, s. 303).

Kardynał Newman następnie karci pana Warda za jego „niekatolicki” (słowo Newmana) pogląd, że doktryna papieskiej nieomylności jest czymś więcej niż tylko nieistotną opinią, której nigdy nie trzeba definiować, i za „nawet wywyższanie swoich opinii jako dogmatów”. Ward nigdy tego nie zrobił, ale pouczające jest to, że Newman nalega na mówienie o „opiniach” Warda, ponieważ chociaż Ward nie postrzegał nieomylności jako dogmatu, biorąc pod uwagę, że nie została ona jeszcze zdefiniowany, z pewnością uważał, że jest ponad zwykłą opinią. Jeśli już, to co jest przedstawiane, to Newman rzutujący własne myśli na Warda.

„List kończy się”, pisze Fenton, „nutą surowości, którą Newman wydawał się rezerwować dla tych, którzy różnili się od niego w kwestii nieomylności papieskiej” (s. 303). W rzeczywistości posuwa się on tak daleko, że oskarża Warda o „to, co muszę nazwać twoim schizmatyckim duchem” (cyt. w Fenton, s. 303; kursywa dodana). Wydaje się, że Newman odkrył nowe kryterium schizmy: oprócz odmowy poddania się rzymskiemu papieżowi lub komunii z członkami Kościoła, teraz odmowa zgody z nim czyniła co najmniej podejrzanego o popełnienie tego przestępstwa!

W postawie Newmana było coś paradoksalnego. Mgr. Fenton wyjaśnia:

Newman twierdzi, że gdyby doktryna o nieomylności papieskiej rzeczywiście należała do przesłania Bożego, czystość jego własnej wiary jest uratowana przez fakt, że wierzy on w nią bezwarunkowo, przyjmując za objawione słowo Boże wszystko, co jako takie przedstawia Kościół Katolicki. Tak więc stanowisko Newmana nie pociągało za sobą żadnego zaprzeczenia z jego strony, że doktryna papieskiej nieomylności jest w rzeczywistości częścią Bożego objawienia publicznego. Był całkowicie gotów przyznać, że ta nauka prawdopodobnie była zawarta w Bożym przesłaniu do ludzkości. Cała jego polemika była skierowana na powstrzymanie w doktrynie o papieskiej nieomylności czegokolwiek więcej niż domyślnej zgody boskiej wiary. Wyraźnie przyznawałby jej jedynie status opinii.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 304)

Oto sedno tego, co Newman powiedział panu Henry Wilberforce w tym fragmencie listu z dnia 21 lipca 1867 roku:

…[J]eśli powiedziano by mi: „Kościół przemówił”, to pytam kiedy? i jeśli zamiast pokazać mi coś prostego, zniechęca mnie szereg argumentów lub mocne słowa samego Papieża, uważam to za wykręt sofistyczny, mam tylko opinię (nie wiarę), że Papież jest nieomylny, a ciąg argumentów może zakończyć się tylko opinią – a pocieszam się zasadą: „Lex dubia non obligat” [„prawo wątpliwe nie obowiązuje”] – czego nie naucza się powszechnie, w co nie wierzy się powszechnie, nie ma do mnie żadnych roszczeń – a jeśli to mimo wszystko prawda i z Boga pochodzące, moja wiara w to jest zawarta w implicita fides [wierze domyślnej], którą mam w Kościele.

(Cyt. za Fentona, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 305; kursywa w oryginale).

Biorąc pod uwagę jego przyznanie, że papieska nieomylność może rzeczywiście być częścią Depozytu Wiary, jest co najmniej zastanawiające, że ks. Newman był tak nieugięty, by nigdy nie ogłoszono jej dogmatem. Ale rzeczywiście był nieugięty, do tego stopnia, że ​​był nieumiarkowany w swoim języku. O tym Fenton zauważa:

Sprzeciwiając się praktyce zaproponowania doktryny o papieskiej nieomylności jako dogmatu, chociaż był gotów przyznać, że można ją zaliczyć do prawd zawartych w depozycie publicznego objawienia Bożego, pełna siła gniewu Newmana została zwrócona na długo przed faktycznym zwołaniem Soboru Watykańskiego, na tych, którzy nalegali, aby Sobór zdefiniował nieomylność papieską jako dogmat. Już 10 listopada 1867 roku Newman narzekał na „intrygi, oszustwa i władczość” tych, którzy opowiadali się za definicją nieomylności Ojca Świętego. Ten mocny język był spowodowany pastorałem arcybiskupa Manninga.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 305)

Skargi Newmana nie ograniczały się do prywatnych pism, ponieważ promował rozpowszechnianie broszur, takich jak Idealism in Theology autorstwa ks. Ignatiusa Rydera, którą Fenton opisuje jako „osobisty atak na pana Williama George'a Warda, którego pisma o papieskiej nieomylności miały poparcie arcybiskupa Manninga” (Fenton, s. 306). Niepokojące jest tutaj to, że Newman przedstawił dwa sprzeczne wyjaśnienia, w jaki sposób ks. Ryder napisał artykuł: albo „całkowicie według własnego [Rydera] pomysłu, bez żadnej sugestii (o ile wiem) od kogokolwiek” (list do pana Warda z 1845; cyt. w Fenton, s. 306), albo gdzie Newman przypisuje sobie „mój udział w tym” (list do Canona Walkera z 1867; cyt. w Fenton, s. 306).

Niestety, nie tylko w jego teologii Newman jest pokazany w swojej najgorszej postaci; mógł być, jak już widzieliśmy, dość okrutny w swoich inwektywach wobec zwolenników deklaracji, ale także zadawać sobie trud, aby usprawiedliwić któregokolwiek ze swoich sojuszników przeciwnych nieomylności. Powiedzmy tylko, że gdyby rozpoczął się prawdziwy proces kanonizacji, adwokat diabła mógłby znaleźć sporą ilość wody na młyn w tej części jego życia, zanim przejdzie do czegokolwiek innego. (Nawiasem mówiąc, warto zauważyć, że dr Kwasniewski z radością nazywa kardynała Newmana „św. John Henry Newman”, jednak nie jest on tak hojny, jeśli chodzi o „św.” Pawła VI – chociaż obu z nich kanonizował ten sam „papież”, Franciszek).

https://www.newliturgicalmovement.org/2019/10/st-john-henry-newman-traditionalist.html#.YXMZZy-B1z8

https://onepeterfive.com/paul-vi-not-saint/

Na ten temat Fenton zauważa:

Ryder głupio określił się jako gallikanin. Newman nie potępił nawet tego absurdu. Jeśli chodzi o recenzję, w której tacy pisarze jak niesławny [Lord John] Acton starali się odwrócić katolików od Namiestnika Chrystusa, Newman nie może znaleźć ostrych słów. Jedyne zaciekle gorzkie wypowiedzi, jakie jest w stanie sformułować przez cały ten okres konfliktu, skierowane są przeciwko orędownikom nieomylności Ojca Świętego.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 306)

W podejściu Newmana istniała wyraźna niespójność, którą niektórzy mogliby nawet określić jako hipokryzję. Poza tym widzimy, jak snuje własną, całkowicie bezpodstawną teorię spiskową z epoki wiktoriańskiej (tak, Newman faktycznie używa w tym kontekście słowa „spisek”) o tym, jak setki osób popierających ostateczny fragment definicji to złoczyńcy, którzy zdecydowali się podjąć działania „przeciwko teologicznej wolności katolików”. (Gdyby jego zdolność do awansu na kardynała opierała się wyłącznie na jego urojonych myślach na ten temat, zamiast prezentowania mu czerwonego kapelusza, papież Leon XIII powinien był dać mu kapelusz z folii aluminiowej!)

Jak zauważa ks. Fenton:

Ostry atak na doktrynę papieskiej nieomylności zyskał poparcie Newmana. Ostra i stanowcza odpowiedź na ten atak wywołała tylko jego wyniosłą dezaprobatę. Zgryźliwość była dopuszczalna, ale tylko w pismach anty-infallibilistycznych.

Wybitną cechą stosunku Newmana do kwestii papieskiej nieomylności przed Soborem Watykańskim jest jego nieubłagana i gwałtowna awersja do zwolenników tej definicji. Można na próżno szukać w jego pismach z tego okresu choćby jednego skąpego słowa aprobaty, jednego przyznania, że ​​mogli mieć jakiś niezbyt oburzający powód, by sądzić, że doktryna powinna być zdefiniowana. Z jakiegoś powodu Newman wydawał się uważać za święty obowiązek sprzeciwianie się projektom swojego metropolity. Pisząc o broszurze Rydera do ks. St. Johna, który był wówczas w Rzymie, Newman tak mówi o Arcybiskupie

Co do wrzasków i oszczerstw, ktokolwiek sprzeciwia się trzem krawcom z Tooley Street [Manning, Ward i Vaughan], musi ponieść wiele, musi cierpieć — ale warto cierpieć, jeśli skutecznie się im przeciwstawimy . . .

Newman uważał, że przeciwstawiając się arcybiskupowi Manningowi i jego zwolennikom, walczył z „potężnym spiskiem, który działa przeciwko teologicznej wolności katolików”…

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 306-307; kursywa w oryginale.)

Czy atakowanie „teologicznej wolności katolików” naprawdę jest kodem sprzeciwu wobec opinii ks. Newmana i jego kolegów obstrukcjonistów? W oparciu o dotychczasowe informacje nie można wykluczyć takiej możliwości. Recenzując myśli ks. Newmana sprzed soboru, które w swoim najgorszym podejściu są zwykłymi tyradami, trudno sądzić, że wyszły z tego samego umysłu, który potrafił pisać tak wzniosłą prozę i poezję.

Wracając do głównego tematu niniejszego opracowania, pamiętajmy nadal, że w „My Journey from Ultramontanism to Catholicism” Peter Kwasniewski błądzi typowymi skrótami w nauce, bezkrytycznie przyjmując wersję wydarzeń Newmana, jednocześnie ustanawiając jako chochoła wyraźną żartobliwą uwagę Warda o tym, że pragnie nowej bulli papieskiej do porannej gazety i śniadania, jako w jakiś sposób wskazującą na rzekomy cel ultramontanistów, jakim jest papieska nieomylność na sterydach.

https://catholicfamilynews.com/blog/2021/02/04/my-journey-from-ultramontanism-to-catholicism/

Tu Kwaniewski stwierdza, że ​​Newman „był zaniepokojony przesadą urzędu papieskiego i jego funkcji. Papiestwo ryzykowało, że zostanie przekształcone w przemysłową fabrykę nowych oświadczeń i nowych dyrektyw na każdy temat pod słońcem”. To, że dr K akceptuje takie bzdury, nie wykopując koniecznego jakiegokolwiek prawego badacza, jest niepokojące, ale raz po raz widzieliśmy, że w ten właśnie sposób ten człowiek działa: skąpiąc dokumentacji, jest w stanie wstawić więcej własnych opinii.

Wreszcie profesor popełnia gigantyczny błąd polegający na wykorzystaniu jako swojego nienagannego źródła absolutnie najgorszej możliwej wersji Johna Henry'ego Newmana. Należy do kategorii nieszczęśników, którzy, jak pisze ks. Fenton „skłonili się do zaakceptowania na mocy autorytetu Newmana tego, co, w końcowej analizie, jest niedoskonałym i niedokładnym stwierdzeniem doktryny soborowej”.

 

Podczas soboru

Po przeczytaniu powyższego o Newmanie i papieskiej nieomylności można było jedynie mieć nadzieję, że w miarę postępu Soboru wyłoni się bardziej dżentelmeńskie zachowanie. Niestety, podczas świętego zgromadzenia nie było żadnej poprawy, pomimo wyraźnych dowodów, które powinny skłonić go do ponownego przemyślenia swojego ekstremizmu. Przypomnijmy, że Kwasniewski w swoim artykule cytuje z aprobatą list ks. Newmana, w którym ten narzeka na to, że „tyrańska większość wciąż dąży do powiększenia prowincji nieomylności” (w: „Letters and Diaries”, t. XXV, s. 192; kursywa Newmana). W tym miejscu profesor ponownie oczekuje, że jego czytelnicy przyjmą obserwację angielskiego konwertyty za niepodważalną ewangelię, jednak bez dostarczenia najmniejszego dowodu, że jest to dokładny opis tego, co faktycznie wydarzyło się na Soborze.

https://archive.org/details/lettersdiariesof0015newm/page/n5/mode/2up

Nawiasem mówiąc, ten list jest tym samym godnym pożałowania listem, w którym ks. Newman, jak widzieliśmy w CZĘŚCI DRUGIEJ, wyraził nadzieję, że papież Pius IX zostanie „wypędzony z Rzymu” – i nie miał na myśli wyjazdu limuzyną – lub nawet umrze, aby nie mógł kontynuować Soboru. Pogląd, że papież i 533 biskupów, którzy poparli uchwalenie dekretu — „tyrańska większość”, według Newmana — stanowili klikę antyintelektualistów o ograniczonych umysłach, skupionych wokół papieża, którzy starali się zdusić umysły i duchy katolików, ale którzy na szczęście mieli ustawione przeciwko sobie światła akademii, był fałszywą narracją, a antyinfallibiliści dołożyli wszelkich starań, aby ją narzucić wiernym.

Na nieszczęście dla ks. Newmana (i dr Kwasniewskiego), ale na szczęście dla Kościoła Katolickiego mit ten został szybko obalony, zanim jeszcze zdążył zyskać większą popularność. Ks. Fenton tak pisze:

Pierwsza sesja Soboru Watykańskiego odbyła się 8 grudnia 1869 r. Dwa tygodnie później Rektor, Dziekan i dziesięciu profesorów wielkiego wydziału teologicznego Louvain skierowali do Soboru prośbę, aby Ojcowie określili jako dogmat wiary doktrynę, że ​​„gdy nakazuje powszechnemu Kościołowi Chrystusowemu w uroczystej definicji, że jakiś dogmat jest objawiony przez Boga i ma być przyjęty z wiarą Bożą, lub gdy potępia pewne twierdzenia jako sprzeczne z Objawieniem Bożym, Biskup Rzymski, następca Świętego Piotra, nie może się mylić”. Petycja z Louvain z dumą wymieniała imiona chwalebnych świateł starożytnego wydziału, który wyznawał tę doktrynę, wymieniając Jamesa Latomusa, Johna Driedo, Ruarda Tappera, Jodocusa Ravestyna, Johna Hesselsa, Williama Lindanusa, Martina Rythoviusa, Corneliusa Jansena, biskupa Gandawy, Thomasa Stapletona, Williama Estiusa, Johna Malderusa i Christiana Lupusa. 7 stycznia 1870 r. wszyscy biskupi belgijscy pod przewodnictwem arcybiskupa Dechamps z Malines przedstawili soborowi petycję z Louvain. Akcja Louvain uniemożliwiła raz na zawsze jakiekolwiek poważne twierdzenie, że świat nauki sprzeciwia się tej definicji.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 307-308)

A jednak ponad 150 lat później nie powstrzymało to Piotra Kwasniewskiego przed powtarzaniem takich bzdur, że Newman „zasmucony przesadą urzędu papieskiego i jego funkcji. Papiestwo ryzykowało, że zostanie przekształcone w przemysłową fabrykę nowych oświadczeń i nowych dyrektyw na każdy temat pod słońcem” – pisze profesor.

Ponadto twierdzi, że Newman

wiedział, że partia „ultramontanów” była zajęta forsowaniem teologicznie niezdrowej, filozoficznie nierozsądnej, historycznie nie do utrzymania i eklezjalnie niszczącej wersji papieskiej nieomylności, która groziła pomyleniem urzędu papieża z samym boskim objawieniem, zamiast postrzegać go bardziej skromnie jako strażnika tradycji i arbitra kontrowersji.

(Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”)

https://catholicfamilynews.com/blog/2021/02/04/my-journey-from-ultramontanism-to-catholicism/

Wszystko, co tu pisze, to czysta bzdura, a on sam jest wciągnięty na własną rękę, ponieważ to nie ultramontanie, to Newman i Kwasniewski kończą jako teologicznie niezdrowi, filozoficznie nierozsądni, historycznie nie do utrzymania i eklezjalnie niszczący w swoim sprzeciwie. Można to wykazać, porównując definicję zaproponowaną przez wydział Louvain, zaprezentowaną na otwarciu Vaticanum I w styczniu 1870 r., z dogmatycznym dekretem Soboru nieco ponad pół roku później:

 

Wersja Louvain

…gdy nakazuje powszechnemu Kościołowi Chrystusowemu w uroczystej definicji, że jakiś dogmat jest objawiony przez Boga i ma być przyjęty z wiarą Bożą, lub gdy potępia pewne twierdzenia jako sprzeczne z Objawieniem Bożym, Biskup Rzymski, następca Świętego Piotra, nie może się mylić.

Oficjalna wersja ogłoszona przez Sobór

…gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, to znaczy, gdy wykonując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu określa naukę dotyczącą wiary lub moralności obowiązującą cały Kościół, dzięki opiece Bożej obiecanej mu w osobie św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności. Dlatego takie definicje biskupa Rzymu – same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła – są niezmienialne.

(Sobór Watykański I, Konstytucja dogmatyczna Pastor Aeternus, rozdz. 4)

http://rodzinakatolicka.pl/sobor-watykanski-i-pastor-aeternus-konstytucja-dogmatyczna-o-kosciele-chrystusowym/

Wykazano, że panikarstwo Newmana i Kwasniewskiego jest bezpodstawne. Chociaż sformułowanie różni się w zależności od wersji definicji, podstawowe wyrażone pojęcia są wyraźnie takie same. Jeśli już, to ostateczna wersja, jak określono, jest mniej szczegółowa niż ta proponowana przez Uniwersytet, ponieważ nie zawiera odniesienia do potępienia błędów, choć być może można to z tego wywnioskować.

W żadnej z nich nie widać przekroczenia władzy, które jest wielkim strachem, widmowym zagrożeniem dla Newmana i Kwasniewskiego. Pierwszemu można wybaczyć, chociaż czasami jego narzekanie wydaje się być pełne dumy; ale dr K nie wychodzi z tego tak łatwo. Korzystając z ponad półtora wiekowej perspektywy czasu, która pokazuje mu błąd na jego drodze, po prostu odmawia porzucenia swojej fabularyzowanej wersji ultramontanizmu, ponieważ używa jej do podparcia skrzypiącego gmachu swojego Anty-Sedewakantyzmu, a o to ostatecznie chodzi w jego wyprawach do Krainy Pomyłek.

Pomyłka, niestety, była również czymś, w co ks. Newman był zaangażowany na początku Soboru w styczniu 1870 r., o czym świadczy typowo błędnie zaadresowany list do biskupa Williama Ullathorne’a (1806-1889), zrelacjonowany przez ks. Fentona w następujący sposób:

On [Newman] skarży się, że „agresywnej bezczelnej frakcji” nie powinno się pozwolić „aby smuciła serce sprawiedliwych, których Pan nie uczynił smutnymi” i informuje swego Ordynariusza, że ​​„niektóre z najlepszych umysłów” reagują, między innymi poprzez „złość na Stolicę Apostolską za wysłuchanie pochlebstw kliki jezuitów, redemptorystów i konwertytów”. Zwraca uwagę na „magazyn skandali pontyfikalnych w historii osiemnastu wieków” i wskazuje na „urazę”, która spada na niektórych anglikańskich rytualistów nawet w perspektywie definicji. Do tej pory zapomina się, by oświadczyć, że to, co niesławny i oszczerczy antykatolicki wykładowca Murphy wyrządził Kościołowi, wybitny dziennikarz, M. Veuillot teraz pośrednio to sprowadza, prawdopodobnie przez jego poparcie dla tej definicji.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 309)

https://www.newadvent.org/cathen/15121a.htm

Kiedy Newman stwierdza, że ​​„niektóre z najlepszych umysłów” zaczynają „złościć się na Stolicę Apostolską”, można się zastanawiać, czy jego własny również można tam dołączyć. Najwyraźniej nie znał innej grupy najlepszych umysłów, a mianowicie wydziału Louvain, która całym sercem popierała Piusa IX. (Ponownie, ani słowa od Kwasniewskiego z klapkami na oczach, który nie zadaje sobie trudu, by oddać stronę Soboru, sprawiając wrażenie, jakby nigdy nie istniała. Ma własną narrację do opowiedzenia, tak jednostronną i mylącą jak tylko może być i nie odejdzie od niej, by być bardziej dokładnym z historycznego punktu widzenia.)

List Newmana wyciekł do prasy i stał się sensacją: „14 marca The Standard, angielska gazeta, opublikowała raport, który Newman napisał do swojego biskupa ‘stygmatyzując promotorów nieomylności papieskiej jako bezczelną, agresywną frakcję’”, jak pisze dalej Fenton.

Początkowo angielski teolog wypierał się tego terminu, sugerując, że gazeta pomyliła się, przypisując mu go, ale potem, gdy został skonfrontowany z dowodami, wszedł w tryb, który dziś moglibyśmy nazwać „kontrolą szkód”:

Dwa dni później reporter, który złożył oświadczenie przypisujące Newmanowi wyrażenie „bezczelna, agresywna frakcja” powrócił do sprawy i potwierdził swoje przekonanie, że słowa te rzeczywiście zostały użyte. 22 marca Newman ponownie napisał do Standard, przyznając, że jego reporter miał rację w swoim oświadczeniu. Tym razem podkreślił, że kiedy mówił o frakcji, „nie miał na myśli tego wielkiego grona biskupów, o których mówi się, że opowiadają się za definicją doktryny, ani żadnego porządku kościelnego czy społeczeństwa poza Soborem”. Najwyraźniej wciąż opierając się na złej kopii i zapominając, że zostali oni sklasyfikowani, wraz z redemptorystami i konwertytami, jako członkowie kliki zaangażowanej w schlebianie Ojcu Świętemu, Newman uroczyście ogłosił: „Jeśli chodzi o jezuitów, pragnę wyraźnie powiedzieć, że Przez cały czas oddzielałem ich w moim umyśle, jako ciało, od ruchu, nad którym tak bardzo ubolewam”. „Frakcja” okazuje się być „zbiorem osób zebranych razem z różnych rang i stanów w Kościele”.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 310)

Z pewnością wolno nam poważnie kwestionować szczerość Newmana, kiedy pisze, że nie miał zamiaru włączać „tego wielkiego grona biskupów, o których mówi się, że opowiadają się za definicją doktryny” jako części frakcji, którą potępia, biorąc pod uwagę, że zaledwie kilka miesięcy później krytykował ich jako tworzących „tyrańską większość”. Rzeczywiście, kontrola szkód.

Ale nie mógł tak po prostu zostawić tematu; to była jego obsesja, w dodatku niezdrowa. Ks. Fenton opowiada:

Jego potępienie przywódców w walce o definicję stało się bardziej zjadliwe niż kiedykolwiek. „Nic nie może być gorsze”, pisze, „niż zachowanie wielu członków Soboru i spoza niego, którzy stają po stronie, która prawdopodobnie zwycięży”. Przywódcy ci „od dłuższego czasu podchodzą do sprawy arogancko i z dużą ilością cichych intryg”. Nawet tak nikczemne pisma, jak Actona, mogą być wyjaśnione przez Newmana jako „odstraszająca konsekwencja tyranii”. Pisząc na temat definicji do Davida Moriarty, biskupa Kerry, podobnie jak biskup Clifford, zarówno bliski przyjaciel Newmana, jak i energiczny przeciwnik polityki większości, deklaruje, że „nie może znieść myśli o tyranii i okrucieństwie jej zwolenników – gdyż będzie tyrania i okrucieństwo, jeśli się uda”.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 311)

Zauważ, że po raz drugi w naszych cytatach Fenton nawiązuje on do Lorda Actona (1834-1902) i stosunku Newmana do niego. Acton był zagorzałym historykiem anty-ultramontanistycznym, o czym świadczy fakt, że został opisany tutaj jako „niesławny” i odpowiedzialny za „nikczemne pisma”. Można go słusznie nazwać „liberalnym katolikiem”, który sprzeciwiał się władzy papieskiej i dogmatom Vaticanum I. Jego dobrze znany cytat „władza korumpuje” został napisany z myślą o papiestwie, a także o świeckich monarchiach. Sześć lat spędził w Monachium jako uczeń historyka Kościoła Johanna Josepha Ignaza von Döllingera (1799-1890), u którego mieszkał. (Döllinger jest oczywiście najbardziej znany z odmowy przyjęcia dogmatu o papieskiej nieomylności zdefiniowanego przez Sobór Watykański, która skazała go na ekskomunikę w 1871 roku. Jest luźno związany z sektą tzw. „starokatolików”, do której jednak nigdy nie dołączył.)

https://www.newadvent.org/cathen/01114a.htm

https://www.newadvent.org/cathen/09212a.htm

https://www.newadvent.org/cathen/05094a.htm

https://www.newadvent.org/cathen/11235b.htm

W 1859 r. Lord Acton przejął redakcję The Rambler od Newmana, przesuwając ją w lewo po tym, jak przekształcił ją w The Home and Foreign Review, o której ks. Herbert Thurston SJ pisze: „Ultra liberalny ton tego czasopisma obraził władze kościelne i Acton ostatecznie uznał za konieczne zaprzestanie jego publikacji…” (Catholic Encyclopedia). Sympatie Newmana do Lorda Actona nie pokazują go w najlepszym wydaniu, najbardziej lojalnym wobec Stolicy Apostolskiej, i zastanawiamy się, jak wiele z tego było nieznane papieżowi Leonowi, kiedy podniósł go do godności kardynała. Acton i Newman, pisze Fenton, mieli taką samą pogardę dla tej definicji:

Acton, który był w stałym kontakcie z Newmanem w czasie debat o nieomylności i który sympatyzował z postawą Newmana, wydaje się uważać, że wyjaśnienie dekretów watykańskich przez wielkiego członka Oratorium jest, pod każdym względem, opróżnieniem ich treści. Pisząc do „drogiego pana Gladstone’a” w grudniu 1874 r., Acton nie ukrywał, że jego życzeniem było „ujawnić zło ultramontanizmu, aby ludzie unikali tej postawy, a więc wyjaśniali lub ogłupiali Sobór Watykański żeby był nieszkodliwy”. Po ukazaniu się Listu do księcia Norfolk Acton, najwyraźniej nadal nie chcąc robić nic innego niż „wyjaśniać” watykańskie definicje, oznajmił lady Blennerhassett, że „warunki Newmana umożliwią, technicznie rzecz biorąc, zaakceptowanie całości dekretów”. Jeszcze zanim Sobór sformułował swoją definicję, Newman napisał do pana O’Neilla Daunta, twierdząc, że „jeśli cokolwiek zostanie przyjęte, będzie to miało tak łagodną formę, że praktycznie będzie oznaczać niewiele lub nic”.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 319)

https://www.newadvent.org/cathen/01114a.htm

Co dziwne (a może nie), Newman był gotów nadać sobie quasi-nieomylność w swojej walce z nieomylnością papieską. Ponownie, ks. Fenton ujawnia:

Jednym z najbardziej zdumiewających czynników sprzeciwu Newmana wobec definicji w czasach Soboru było jego powtarzające się przekonanie, że on i jego zwolennicy powinni postępować w tej debacie tak, jakby sami byli obdarzeni nieomylnością. Wyraża to uczucie raz w liście do De Lisle i ponownie w liście do ks. Whitty’ego. W ten sposób wyraża się w tym ostatnim komunikacie.

Można tylko iść w swoim najlepszym świetle. Jeśli ktoś jest nieomylny, ja nie jestem; ale jestem zobowiązany argumentować tę sprawę i postępować tak, jak gdybym był, dopóki Sobór nie zadecyduje; a następnie, jeśli nieomylność Boża jest przeciwko mnie, abym natychmiast uległ, nie żałując, że wziąłem udział w tym, co uważałem za słuszne, tak samo jak prawnik w sądzie nie może żałować wiary w sprawę i popierania kwestii prawnej, na które ostatecznie ława sędziów wydaje wyrok przeciwny.

W tym przypadku mamy albo nieudolną analogię, albo prawdziwy wskaźnik błędnej postawy Newmana. Prawnik może wnieść sprawę do sądu najwyższego. W przypadku wydania przeciwko niemu orzeczenia jest on oczywiście zobowiązany do przyjęcia tej decyzji. Ale w żadnym wypadku nie może sądzić, że sąd orzekł prawidłowo. Wciąż może być przekonany, że jego własna strona była słuszna i może mieć słuszną nadzieję, że w przyszłości trybunał skłoni się do poglądów, których bronił. Nie ma uzasadnionej paraleli między tym przypadkiem a przypadkiem człowieka, który opowiedział się po stronie, przeciwko której wydano nieomylną decyzję dogmatyczną Kościoła Katolickiego. Szkoda, że ​​Newman wyobrażał sobie, że taka analogia jest słuszna.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 311-312)

Najwyraźniej, pomimo wszystkich doskonałych spostrzeżeń teologicznych Newmana, jest on dość ślepy w tej najważniejszej sprawie: jest zdecydowany trzymać się złej strony tego pytania, jak pokazuje Fenton, i pomimo późniejszej akceptacji dogmatu, nie ma dowodów na to, że kiedykolwiek uważał, że się myli.

A jednak jeszcze głębiej pogrąża się w błędzie:

Przechodząc do tego, co uważa za konkretne powody przeciwko definicji papieskiej nieomylności przez Sobór, Newman przytacza cztery punkty. Pierwsza z nich jest zaledwie jedną z kardynalnych zasad starego gallikanizmu. Zwolenników tej definicji ostrzega się, że „nie wolno im lekceważyć i obrażać istniejącej tradycji krajów”. Zaprzecza, jakoby tradycje Irlandii i Anglii stanęły po stronie papieskiej nieomylności i twierdzi, że to, co nazywa poglądami ultramontańskimi, jest stosunkowo niedawne zarówno w tych krajach, jak i we Francji i Niemczech. Wyrażając tę ​​opinię, Newman okazał, jak chyba nigdzie indziej, spektakularną słabość intelektualną własnej sprawy. Odwołuje się do tego, co w najlepszym razie jest wysoce podejrzaną zasadą teologiczną, a piętnując poglądy „UItramontanów” jako „niedawne”, wykazał niewielką wiedzę o historii teologii scholastycznej.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 312; podkreślenie dodane.)

Newman następnie wraca do swojego twierdzenia o „spisku”:

Drugi punkt zarzucany w tym liście polega na powtórzeniu starego ataku na promotorów definicji. Tym razem szczególny zarzut polega na tym, że uniemożliwili innym członkom Soboru poznanie ich celu działania na rzecz definicji. „Oświadczam”, napisał Newman, „jeśli nie byłem zbyt stary na gniew, powinienem być bardzo zagniewany”. Wspomina wypowiedź przypisywaną biednemu ks. Talbotowi, że tym, co sprawiło, że definicja Niepokalanego Poczęcia była tak akceptowalna, był fakt, że otwierała drogę do definicji nieomylności Ojca Świętego. Newman wyznał, że jest zszokowany tą myślą i medytując „na tak krętych drogach”, zwrócił się do rozważenia ostrzeżenia naszego Pana przed zgorszeniem. Ani razu nie przyszło mu do głowy, że istnieje choćby nikła szansa, że ​​jego własne postępowanie w tej sprawie mogło wywołać zgorszenie.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 313)

Ks. Fenton widzi wtedy pozorne zastosowanie dialektyki heglowskiej w metodzie argumentacji Newmana:

Ciekawy jest trzeci punkt. Newman twierdził, że intensywne studia teologiczne, które poprzedziły Ineffabilis Deus, „zjednoczyły w tej sprawie szkoły katolickie, zapewniając jednocześnie dokładność każdej z nich”. Uważał, że każda z dwóch szkół myślenia na temat Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej, które wcześniej istniały, „usuwała swoje własne skrajne punkty i stały się one jedną, ponieważ prawda, do której się zbliżyły, była jedna”. Newman zdawał się twierdzić, że jedynym środkiem postępu doktrynalnego były heglowskie linie tezy, antytezy i syntezy. Najwyraźniej wyobrażał sobie, że kiedy dwie grupy są przeciwstawne w jakiejś sprawie, ostateczne rozwiązanie może nastąpić tylko poprzez rodzaj kompromisu, w którym „skrajne” punkty obu przeciwstawnych teorii są porzucane, podczas gdy wszyscy uczestnicy jednoczą się w swoim przywiązaniu do pozycji środkowej. Wydaje się, że nie rozważał możliwości zaistnienia sytuacji, w której dwie strony mogłyby debatować, a jedna okazała się bronić prawdy, którą zaatakowała druga.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 313; podkreślenie dodane.)

A następnie konkluzja Newmana:

Ostatni argument przytoczony w liście do ks. Whitty przybiera formę protestu przeciwko definicji, twierdząc, że stanie się ona „przestarzała”, mająca jedynie na celu wsparcie Sylabusa. Co więcej, stwierdza, że ​​jest to nieodpowiednie dla Anglii, ponieważ sama perspektywa okazała się niepokojąca dla ultra-pontyfikalnego pana Gladstone'a i dla pewnego niesmacznego, dręczącego klasztory polityka o nazwisku Newdegate.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 313-314).

Sugestia, że ​​definicja stanie się „przestarzała”, ponieważ w umyśle Newmana nie miała innego powodu istnienia, jak tylko by podeprzeć Sylabus Błędów, jest jednocześnie absurdalna i rozpaczliwa. Niepokojące jest to, że intelekt tak normalnie bystry jak jego sprowadzałby się do takiego twierdzenia.

Jego inne twierdzenie, że definicja byłaby „nieodpowiednia” dla katolików w Anglii, ma więcej podstaw, ponieważ spowodowała, że ​​antykatolicki premier William Gladstone nasilił swoje dzikie ataki na Kościół w formie broszur, takich jak The Vatican Decrees in their Bearing on Civil Allegiance (należy mu to przyznać, ks. Newman odpowiedział w 1875 roku swoim 150-stronicowym Listem do Księcia Norfolk, chociaż, jak na ironię, twierdzenie Gladstone'a, że ​​definicja odbierze katolikom wolność psychiczną, jest niedaleko od tego, co wcześniej powiedział o tym sam Newman).

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Vatican_Decrees_in_their_Bearing_on_Civil_Allegiance

„Newdegate” odnosiło się do Charlesa Newdegate, członka parlamentu, który sprzeciwiał się przywróceniu katolickiej hierarchii w Anglii i wezwał do utworzenia komisji do zbadania życia klasztornego. To wezwanie do wtargnięcia do wspólnot religijnych spotkało się jednak z silnym oporem, jak zauważono w artykule Pilot, kiedy „ponad 600 wybitnych katolickich kobiet podpisało protest przeciwko pomysłowi powołania komisji do zbadania klasztorów w Anglii” (t. 33, nr 22, 28 maja 1870).

https://en.wikipedia.org/wiki/Charles_Newdigate_Newdegate

https://newspapers.bc.edu/?a=d&d=pilot18700528-01.2.30&e=-------en-20--1--txt-txIN-------

Niezależnie od tego, jak „niepokojąca” była ta definicja dla tych ludzi, nie reprezentowali oni wszystkich Anglików, a katolicy jako całość byli w dużej mierze chronieni przed tymi radykalnymi głosami od czasu Aktu Emancypacji Katolików z 1829 r. Przypomnijmy też, że inni szanowani katolicy tamtych czasów, na przykład abp. Henry Edward Manning i William George Ward nie byli głosami zagłady jak Newman, a ich spokojniejsza, rozsądniejsza ocena sytuacji okazała się słuszna.

To zdumiewające, jak krótkowzroczny mógł być Newman, kiedy w upartości postanowił przeciwstawić się doskonale rozsądnemu stanowisku, jakie przedstawia papież, przytłaczająca większość światowych biskupów i wielu wybitnych teologów. Nie trzeba dodawać, że potomność była łaskawa dla dziwnych teorii Newmana.

Zapożyczając punkt przedstawiony wcześniej w niniejszym studium, w tych atakach na frakcję „ultramontanów” promujących tę definicję, Newman okazuje się, używając terminologii Piotra Kwasniewskiego, „teologicznie nierozsądny, filozoficznie nierozsądny, historycznie nie do utrzymania i kościelnie szkodliwy… ”; mianowicie, ukazanie wszystkich słabości, które są fałszywie przypisywane w „Mojej podróży od ultramontanizmu do katolicyzmu” tym na soborze, którzy zajmowali właściwe stanowisko w sprawie nieomylności papieskiej.

 

Po soborze

„18 lipca 1870”, pisze ks. Fenton, „Sobór Watykański przyjął i promulgował konstytucję Pastor Aeternus zawierającą katolicką definicję papieskiej nieomylności…

Dla Newmana, który miał nadzieję wbrew nadziei, że ta definicja nigdy nie zostanie sformułowana, akt Soboru był oszałamiającym ciosem. Wkrótce jednak zamanifestował postawę, jaką miał przyjąć wobec nowej definicji.

Początkowo stanowczo odmówił przyjęcia tej definicji jako oświadczenia de fide. Pozostała dla niego w statusie opinii. Twierdził, że akty Soboru nie wydają się z pewnością wiążące, dopóki nie zostaną ogłoszone po zakończeniu tego zgromadzenia. Można się było spodziewać, że przed końcem Soboru sprawy same się naprawią.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 314)

Jeszcze 8 sierpnia wciąż znajdował sposoby, by ociągać się z akceptacją definicji, znajdując wszelkie wymówki, by nie przyjąć jej jako de fide, kopiąc i krzycząc aż do gorzkiego końca:

Chcę wiedzieć, co na ten temat mówią biskupi mniejszości i co zamierzają zrobić. Jak zawsze wierzyłem tak bardzo, jak mówi definicja, to mam trudności z postawieniem się w sytuacji umysłowej tych, którzy nie wierzyli. O ile widzę, w tej chwili nikt nie musi w to wierzyć, a już na pewno nie do końca Soboru. Utrzymuję to wbrew doktorowi Manningowi. Jednocześnie, skoro Papież wypowiedział tę definicję, uważam, że bezpieczniej jest ją przyjąć od razu. Bardzo wątpię, czy w tym momencie – przed zakończeniem Soboru – mógłbym publicznie powiedzieć, że było de fide, cokolwiek z tego wynikło – chociaż wierzę w samą doktrynę.

(Cyt. w Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 314)

Jest coś zupełnie pustego w powtarzających się protestach Johna Henry'ego Newmana, że ​​„zawsze [wierzył] tak bardzo, jak mówi definicja” i „[wierzy] w samą doktrynę”, a to dlatego, że dla niego zawsze była to tylko „opinia teologiczna”, coś, czego nie miał obowiązku przyjęcia jako część Magisterium, i rzeczywiście coś, co jak twierdził, nie powinien „uważać … za grzech, jeśli… [wątpił] w to”.

W tym miejscu warto przyjrzeć się twierdzeniu Newmana „tylko opinia teologiczna”, ponieważ angielski konwertyta był oczywiście w błędzie, myśląc i publicznie ogłaszając, że nieomylność papieska jest jedynie opinią. Jeśli już, to była tylko jego opinia, że ​​nauka była tylko opinią i w tej opinii był całkowicie w błędzie!

Ks. Patrick Toner, pod nagłówkiem „Dowód papieskiej nieomylności z Tradycji”, w swoim artykule w Catholic Encyclopedia na ten temat koryguje błąd „opinii” Newmana, gdy pisze:

A co jeszcze ważniejsze, to wyraźne uznanie w kategoriach formalnych przez sobory, które są uznane za ekumeniczne, o ostateczności, a przez to nieomylności nauczania papieskiego.

• W ten sposób Ojcowie z Efezu (431) oświadczają, że „są zmuszeni” potępić herezję Nestoriusza „przez święte kanony i list naszego ojca świętego i współsługi, Celestyna Biskupa Rzymu”.

• Dwadzieścia lat później (451) Ojcowie Chalcedonu, po usłyszeniu przeczytanego listu Leona, stają się odpowiedzialni za stwierdzenie: „tak i my wszyscy wierzymy . . . Piotr przemówił przez Leona.”

• Ponad dwa wieki później, na Trzecim Soborze Konstantynopolitańskim (680-681), powtarza się ta sama formuła: „Piotr przemówił przez Agathona”.

• Po upływie jeszcze dwóch innych stuleci i krótko przed schizmą Focjusza wyznanie wiary sporządzone przez papieża Hormizdasa zostało przyjęte przez IV Sobór Konstantynopolitański (869-870), a w tym wyznaniu stwierdza się, że na mocy obietnicy Chrystusa: „Tyś jest Piotr itd.”; „religia katolicka jest nienaruszalnie zachowana na Stolicy Apostolskiej”.

• Wreszcie zjazdowy Sobór Florencki (1438-1445), powtarzający to, co zostało zasadniczo zawarte w wyznaniu wiary Michała Paleologa zatwierdzonym przez Drugi Sobór w Lyonie (1274), określił „że Święta Stolica Apostolska i Biskup Rzymski utrzymuje prymat nad całym światem; i że sam Biskup Rzymski jest następcą Błogosławionego Piotra Księcia Apostołów i prawdziwym Wikariuszem Chrystusa, Głową całego Kościoła, Ojcem i Nauczycielem wszystkich Chrześcijan, i że dla niego w Błogosławionym Piotrze pełnia władzy do karmienia, rządzenia i rządzenia Kościołem powszechnym została dana przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, co znajduje również uznanie w aktach soboru ekumenicznego oraz w kanonach świętych (quemadmodum etiam... continetur).

Jest więc jasne, że Sobór Watykański nie wprowadził żadnej nowej doktryny, kiedy zdefiniował nieomylność papieża, a jedynie potwierdził to, co zostało implicite przyznane i stosowane od początku, a nawet było wyraźnie ogłoszone w równoważnych kategoriach przez więcej niż jeden z pierwszych soborów ekumenicznych. Aż do schizmy focjańskiej na wschodzie i ruchu gallikańskiego na zachodzie nie było formalnego zaprzeczenia papieskiej supremacji lub papieskiej nieomylności jako dodatku najwyższej władzy doktrynalnej, podczas gdy przypadki ich formalnego uznania, o których wspomniano na początku wieki to tylko kilka z mnóstwa, które można przytoczyć.

(Catholic Encyclopedia, s.v. „Nieomylność”; podkreślenie dodane.)

https://www.newadvent.org/cathen/07790a.htm

Otóż, chociaż prawdą jest, że Newman mówił, że zawsze implicite uważał tę „opinię” (znowu to jego słowo) za prawdziwą, nie udało mu się jej przestrzegać, tak jak jest to wymagane od katolików, to znaczy by wyrazić na to zdecydowaną zgodę, ponieważ jest to nauka Kościoła, a ks. Toner ujmuje to w słowach „wyraźnie ogłoszone w równoważnych kategoriach przez więcej niż jeden z pierwszych soborów ekumenicznych”. Jak mógł być nieświadomy faktu, że nieomylność papieska była zdecydowanie doktryną Kościoła – a nie opinią – jest co najmniej zdumiewające. W ostatecznym rozrachunku twierdzenie o „opinii teologicznej” było poważnym błędem teologicznym.

 



Papież Pius IX (1846-1878), który zwołał I Sobór Watykański w 1869 r., jest chwalony przez katolickich historyków jako mądry i odważny papież, broniący Kościoła w czasie, gdy ówczesne prądy polityczne wstrząsały Barką Piotrową, a jednak Newman i Kwasniewski dziwnie go oczerniali. (zdjęcie: Wikimedia Commons / domena publiczna)

 

Wracając do studium ks. Fentona:

Niecały tydzień po sformułowaniu definicji przez Sobór Newman zwierzył się ze swojego stanowiska jednemu ze swoich przyjaciół. „Wczoraj widziałem nową definicję” – napisał – „i cieszę się z jej umiaru – to znaczy, jeśli doktryna, o której mowa, ma być w ogóle zdefiniowana. Terminy są niejasne i wyczerpujące; i osobiście nie mam trudności z przyznaniem się do tego.”

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 314-315)

Tutaj zastanawiamy się dokładnie, co ks. Newman miał na myśli, gdy używał terminu „niejasne”, ponieważ definicja z pewnością nie jest niejasna, ponieważ określa bardzo szczegółowo wszystkie kryteria konieczne, zanim doktryna o wierze lub moralności zdefiniowana przez papieża stanie się dogmatem. Tak, mogłoby być więcej w porządku szczegółów, ale to, co jest w niej zawarte, jest bardzo jasne. W ostatecznym rozrachunku może jest „niejasne” tylko, bo tak chciał Newman.

Newman „cieszący się z jej umiaru”, zgadza się z nieuzasadnioną ulgą prof. Kwasniewskiego, że przerażającym ultramontanistom nie udało się sprostać temu, co fałszywie uważano za ich cel, że poprzez definicję stworzyliby „przemysłową fabrykę nowych oświadczeń” papieża. Oczywiście, zazwyczaj w eseju dr K. autor unika wszystkiego, co zbliża się do poważnych badań, aby obronić swoje twierdzenie; zamiast tego faworyzuje wątłe sugestie, takie jak oczywiście żartobliwa uwaga pana Warda o chęci czytania codziennych bulli papieskich wraz z jego porannym tostem i herbatą, jak wspomniano wcześniej.

Jedynym innym „dowodem” Kwasniewskiego jest to, że uzgodnione umiarkowane podejście było w jakiś sposób na wpół cudowne i że Kościół ledwo uniknął widma nieokiełznanej, dającej przerzuty papieskiej nieomylności, jaką przedstawiło paranoidalne załamywanie rąk przez Newmana o „tyrańskiej większości”. Jak pokazano powyżej, ale co jeszcze raz podkreślimy, nonsens Newmana-Kwasniewskiego sprzeciwia się rzeczywistości, że bardzo umiarkowany dokument dotyczący definicji został już przedstawiony papieżowi Piusowi IX i ojcom soborowym przez wydział uniwersytecki Louvain na kilka miesięcy przed ogłoszeniem dogmatu, którego powściągliwy język mógł równie dobrze posłużyć za wzór dla ostatecznego dekretu Soboru.

Niewiarygodne, pisze ks. Fenton, Newman nadal haniebnie pozostawał w upartym oporze wobec definicji jako czegoś, czego zaakceptowania nie czuł się zobowiązany:

Nawet w tym liście pojawia się dawna pasja uznawania doktryny wyłącznie jako opinii. Newman zadaje sobie pytanie, czy definicja przychodzi do niego „z autorytetu Soboru Ekumenicznego” czy nie. Odpowiada na to pytanie przecząco. Autorytet Soboru Ekumenicznego jest z pewnością przyznany tylko tym doktrynom, które Sobory głoszą z moralną jednomyślnością, według Newmana. W chwili, gdy Sobór Watykański ogłosił doktrynę papieskiej nieomylności, nie posiadała ona, o ile mógł sądzić, moralnej jednomyślności, która wymagałaby od wszystkich katolików przyjęcia jej definicji zgodą wiary bożej. Całe twierdzenie definicji, że jest oświadczeniem de fide, zależy od przyszłego postępowania biskupów mniejszościowych, późniejszych sesji Soboru i wreszcie od przyjęcia, jak głosi soborowa definicja przez „całą rzeszę wiernych”.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 315)

Jeśli całe pytanie, czy definicja staje się de fide, czy nie, opiera się ad absurdum na małej garstce wypierających się jej biskupów, jak wyobrażał sobie Newman, to czy nie powinniśmy mówić, bardziej właściwie, o tyrańskiej mniejszości, która byłaby w stanie trzymać dogmaty jak zakładników?

Nic dziwnego, że dr Kwasniewski jest tak za Newmanem w odniesieniu do dogmatu, ponieważ ten drugi wydaje się również znajdować pewną satysfakcję w dostosowywaniu doktrynalnych celów do własnych uprzedzeń, tak jak widzimy, jak ten pierwszy i lobby „uznawania i sprzeciwu” nadal wyczarowują własne niekatolickie wersje papiestwa w ogólności. Widzimy, jak zajmuje stanowisko uczynienia tego bardziej kwestią papiestwa według kardynała Newmana, a nie według papieża Piusa i Soboru.

Sto pięćdziesiąt lat przed tym niemądrym artykułem Kwasniewskiego Newman wpadł do tej samej króliczej nory w Krainie Pomyłek, wylądował prosto na głowie i przedstawił wykład swojego poglądu na nieomylność papieską, który daje podstawy do dalszego poważnego kwestionowania jego ortodoksji w tej kwestii. Ks. Fenton kontynuuje:

Później był gotów nadać jej [nieomylności papieskiej] status dogmatu, ale tylko pod warunkami, które mogły uzasadnić jego poprzednie stanowisko. Czy nie wyraził się jako niezbyt przejęty pytaniami o siedzibę i granice nieomylności? Czy jego ulubionym i ostatecznym organem nieomylności nie była zgoda Kościoła powszechnego, czynnik opisany w zdaniu „Securus judicat orbis terrarum” [„cały świat sądzi słusznie”], wyrażeniu tak ściśle związanym z jego własnym wejściem w prawdziwy Kościół? Cóż, może to być skuteczny czynnik konstytuujący doktrynę papieskiej nieomylności jako dogmat katolicki.

Przecież nie było innego sposobu na przyjęcie tej definicji jako dogmatu zgodnego z jego zasadami. Absurdem byłoby uznać słowo papieża za wyznanie de fide jego własnej nieomylności. Według Newmana nieomylność rzymskiego papieża była dotychczas jedynie kwestią opinii, a osoba, która jest prawdopodobnie nieomylna, z pewnością nie może wydać ostatecznego doktrynalnego osądu na podstawie własnego autorytetu. Sobór był złamaną trzciną, gdyż poza wszelkimi innymi względami, nigdy nie został formalnie zamknięty. Pozostaje tylko „Securus judicat orbis terrarum”, a „jest to rzeczywiście ogólna zasada, zgodnie z którą wszystkie akty władców Kościoła są ratyfikowane”. „W tym fragmencie mojego prywatnego listu — wyjaśnił później Newman — miałem na myśli ‘ratyfikowane’ jako przedstawione nam jako autentyczne. W tej chwili jest to z pewnością poręczny, oczywisty i użyteczny argument za akceptacją watykańskiej definicji nieomylności papieża”.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 315-316; kursywa w oryginale.)

Po raz kolejny zdumiewające jest czytanie o tak desperackich próbach Newmana, aby za wszelką cenę uniknąć bezwarunkowej akceptacji definicji, której rozsądną teologię jest gotów odrzucić na bok.

Pierwotne stanowisko Newmana w sporze o nieomylność opowiadało się za traktowaniem tej doktryny jako opinii. Zasadniczo w tym punkcie wystąpił przed Soborem przeciwko swoim przeciwnikom i właśnie w tym celu ubolewał nad próbami zdefiniowania jej na Soborze i przez pewien czas odmawiał uznania statusu de fide tej nauki nawet gdy Sobór przemówił. Wreszcie, po tym, jak nie było żadnych wątpliwości co do osądu wielkiego grona wiernych, znalazł sposób na ponowne ustanowienie domeny opinii w tej dziedzinie. Instrumentem, którego używał, była jego ukochana doktryna „minimalizmu”.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 316)

Ten „minimalizm” — wyraźnie popierany również przez Piotra Kwasniewskiego — był fałszywym poglądem na soborowe nauczanie, który Fenton zauważył jako zyskujący popularność wśród katolików w latach czterdziestych (zob. s. 320). W najbardziej ekstremalnym ujęciu utrzymuje, że „papież jest nieomylny tak długo, jak niczego nie definiuje” – i oczywiście było to jeszcze bardziej zauważalne od czasów modernistycznej rewolucji Vaticanum II w latach sześćdziesiątych.

Na zakończenie części przedstawiającej artykuł ks. Fentona, który gorąco polecamy osobom zainteresowanym tym tematem przeczytać w całości, przywołuje nieprzyjemną dychotomię między pogardą jaką Newmana okazuje reputacji ultramontanistycznych Ojców Soborowych a dziwnym powinowactwem, jakie okazywał ludziom takim jak Gladstone i Döllinger, a którzy okazywali pogardę dla Kościoła i Ojca Świętego:

Newman nigdy nie traci okazji do wyrażania goryczy wobec grupy, do której byli przecież zaliczani czołowi prałaci hrześcijaństwa. Ma wyrazy uprzejmości tylko dla nieudolnego polityka, który odważył się zaatakować Kościół Boży. Ma wyrazy współczucia tylko dla tych przeciwników definicji, którzy opuścili Kościół. Jego ostre słowa są zarezerwowane dla grupy, która obejmowała ludzi takich jak arcybiskupi Spalding i Manning. […] Charakterystyczne dla relacji dwóch wielkich angielskich duchownych jest to, że kiedy ówczesny kardynał prefekt Propagandy, kardynał Franchi, napisał do arcybiskupa Manninga na temat nagannych propozycji zawartych w Liście do księcia Norfolk, Manning pospiesznie odpowiedział z błaganiem aby nie podjęto żadnych działań publicznych przeciwko Newmanowi, podając jako swój pierwszy i główny powód twierdzenie, że „Serce czcigodnego ks. Newmana jest prawe i jest tak katolickie, jak to tylko możliwe”.

(Fenton, „John Henry Newman and the Vatican Definition of Papal Infallibility”, s. 317-318)

W kwestiach teologicznych — poza swymi oczywistymi błędami co do nieomylności papieskiej — Newman może być ogólnie postrzegany jako większy z tych dwóch ludzi, ale pod względem publicznej uprzejmości i zachowania Manning był znacznie większy, nie tylko jak widać powyżej, ale kiedy po śmierci kardynała Newmana w 1890 r., odkładając na bok wszelkie wspomnienia o złośliwości, z jaką jego kolega - duchowny poniżał go podczas Soboru, i woląc skupić się na ich przyjaźni, kardynał Manning wygłosił wymowną pochwałę dla Newmana podczas Mszy Requiem tego ostatniego, zaczynając od słów: „Utraciliśmy naszego największego świadka Wiary i wszyscy jesteśmy biedniejsi i niżsi przez tę stratę”.

https://www.newmanreader.org/biography/manning90.html

 

Dlaczego potrzebna była Definicja Papieskiej Nieomylności Vaticanum I

Jeden z poważniejszych faux pas Newmana dotyczących papieskiej definicji nieomylności Soboru – że był to „nieodpowiedni” i niepotrzebny czas na promulgację – jest czymś, co dr Kwasniewski z żalem przyjmuje całym sercem. Fragment z Newmana, na który chce, aby jego czytelnicy się skupili, po części brzmi:

Mam różne rzeczy do powiedzenia na temat Definicji… [D]la mnie poważną rzeczą jest to, że podczas gdy nie było zwyczajem podawać definicji z wyjątkiem pilnej i zdecydowanej konieczności, ta definicja, podczas gdy daje Papieżowi władzę, tworzy dla niego, już w tym samym akcie, precedens i sugestię, aby korzystać ze swojej władzy bez konieczności, kiedy tylko zechce, kiedy nie zostanie do tego wezwany. Mówię ludziom, którzy do mnie piszą, aby mieli zaufanie – ale nie wiem, co im powiem, jeśli Papież tak postąpił. I obawiam się ponadto, że większość tyranów nadal dąży do powiększenia prowincji Nieomylności.

(John Henry Newman do Ambrose’a St. John; cytowany w Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”; kursywa w oryginale).

Oczywiście żadne z tych strasznych nieszczęść nigdy nie doszło do skutku, istniały one tylko w gorączkowych, anty-definicyjnych snach Newmana. Niemniej jednak są to przepowiednie, które Kwasniewski w absurdalny sposób utrwala po fakcie, aby realizować swój program uznawania i oporu, bezpodstawnie zakładając, że jego słuchacze nie będą mieli wiedzy ani skłonności do badania prawdy o tym, co wydarzyło się na Vaticanum I, i zamiast tego będą polegać na jego raczej tendencyjnej narracji wydarzeń.

Czy soborowa definicja dogmatyczna „dała papieżowi władzę”? Nie, oczywiście, że nie – to jest kolejne miejsce, w którym Newman odchodzi od zdrowej katolickiej myśli, ponieważ Papież najwyraźniej otrzymał całą swoją władzę od Pana Jezusa Chrystusa. Wszystko, co uczynił Sobór, to formalne wyjaśnienie i potwierdzenie, jaką władzę nadał wszystkim papieżom sam Pan, gdy ustanowił urząd papieski. Niestety, prof. Kwasniewski stwierdził, że kadr Newmana jest niezwykle przydatny do snucia jego wersji baśni „uznawania i oporu”.

W żadnym wypadku większość biskupów nie była zainteresowana „powiększeniem prowincji Nieomylności” – to jest po prostu żółta propaganda ze strony Newmana, choć przydaje się Kwasniewskiemu. W klasycznym stylu „ślepych prowadzących ślepych” profesor przekonuje, że ultramontanie zeszli ze ścieżki prawdziwego rozwoju doktrynalnego, prowadząc do permutatio (zepsucia) doktryny, stanowiącej realne zagrożenie dla Kościoła (tu św. Wincenty z Lerynu jest bezskutecznie wzywany jako świadek przeciwko „tyrańskiej większości”). Pokazaliśmy już, że było odwrotnie: ks. Toner w The Catholic Encyclopedia przedstawił niepodważalne argumenty za definicją mającą organiczną ciągłość z wcześniejszymi wypowiedziami magisterium, pokazując w ten sposób, że jest to prawdziwy profectus (postęp), używając terminologii św. Wincentego. Newman mógł mieć bardzo lekką wymówkę dla swojego błędu w tym względzie, ale Kwasniewski z luksusem perspektywy czasu nie ma żadnej.

Fragment, który podsumowuje, w jaki sposób Newman broni swojej niechęci do zaakceptowania definicji – w rzeczywistości jest pretekstem do ukrycia jego nacisku, by na zawsze pozostała w krainie cieni nierozstrzygniętych opinii teologicznych – jest taki, że „nie było zwyczajem podawać definicji z wyjątkiem pilnej i zdecydowanej konieczności…”. To, co potem pisze, jest ogromnym skokiem logiki, który nie do końca łączy się z drugą stroną przepaści, a mianowicie, że nieuchronnie doprowadzi to do nadania Papieżowi rozmachu do „skorzystania ze swojej władzy bez konieczności”. To po prostu nie następuje.

Niezależnie od tego, co Newman odmówił przyznania, to fakt, że rzeczywiście istniała bardzo pilna i definitywna konieczność zdefiniowania nieomylności papieskiej, z powodu zakrojonego na szeroką skalę ataku na Kościół katolicki i chrześcijaństwo ze strony świeckich, materialistycznych wrogów w polityce i kulturze, takich jak Kulturkampf kanclerza Otto von Bismarcka w Niemczech i atak zorientowanych na masonerię miernot w Stanach Zjednoczonych (patrz dyskusja w CZĘŚCI DRUGIEJ niniejszego opracowania). Sprawę pogarszali ci w Kościele, którzy, jak zobaczymy, „chlubili się imieniem katolik i używali tego imienia ku zgubie słabych w wierze”, opowiadając się za mniej niż synowskim oddaniem i poddaniem się Stolicy Apostolskiej i jej nauczaniu.

Udawanie, że potrzeba nie jest pilna, oznaczało ignorowanie wielu ostrzeżeń, jakie Stolica Apostolska wydała w dziesięcioleciach poprzedzających Sobór. Zostały one wydestylowane w jasnym wezwaniu do działania przez papieża Piusa IX, Sylabusie Błędów (1864), który potępił 80 propozycji w dziesięciu nagłówkach:

1. Panteizm, naturalizm i absolutny racjonalizm;

2. Umiarkowany racjonalizm;

3. Indyferentyzm i latitudynaryzm;

4. Socjalizm, komunizm, tajne stowarzyszenia, towarzystwa biblijne i liberalne stowarzyszenia duchownych;

5. Błędy dotyczące Kościoła i jego praw

6. Błędy w poglądach na społeczność cywilną, rozpatrywaną zarówno w odniesieniu do niej samej, jak też w odniesieniu do jej relacji z Kościołem;

7. Błędy dotyczące etyki naturalnej i chrześcijańskiej;

8. Błędy dotyczące małżeństwa chrześcijańskiego;

9. Błędy dotyczące władzy świeckiej Najwyższego Papieża;

10. Błędy odwołujące się do współczesnego liberalizmu

 



W swojej znakomitej książce z 1877 r., The True Story of the Vatican Council, arcybiskup Wesminsteru, kardynał Henry Edward Manning (1808-1892), burzy puste pozory „nieoportunistów”. Chociaż jego wrogowie, niektórzy po prostu nieświadomi faktów, określili go jako skrajnego ultramontanina, można go dokładniej opisać jako posiadającego bardzo rozsądny i oświecony, umiarkowany pogląd. Nawrócony z anglikanizmu, tak jak Newman, Manning (zdjęcie powyżej) promował szeroki zakres drugorzędnych (lub pośrednich) obiektów, które mogą być nieomylnie zdefiniowane przez papieża. (Obiekty te zostały wyliczone przez holenderskiego teologa prałata Gerarda van Noorta jako składające się z: 1. wniosków teologicznych; 2. faktów dogmatycznych; 3. ogólnej dyscypliny Kościoła; 4. zatwierdzenia zakonów; oraz 5. kanonizacji świętych.)

Jako dowód na potrzebę Soboru, Manning cytuje Sylabus i przystępuje do znacznej jego nadbudowy, nawet zauważając, że siły napędowe antagonistów Kościoła obejmowały „gnostycyzm, iluminizm i aberracje intelektualne XIX wieku…” (s. 192). Pisze też:

Ostatnim błędem potępionym w sylabusie jest to, że „Biskup Rzymski może i powinien pogodzić się (reconciliare) i dostosować (componere) do postępu, liberalizmu i współczesnej cywilizacji”. Cywilizacja chrześcijańska reprezentowana przez Biskupa Rzymskiego polega na jedności wiary, jedności kultu, chrześcijańskiego małżeństwa i chrześcijańskiego wychowania. Żaden rozsądny człowiek nie może się zatem zastanawiać, czy Pius Dziewiąty odmawia pogodzenia się z obojętnością w wierze i kulcie, sądach rozwodowych i szkołach świeckich.

(Henry Edward Manning, The True Story of the Vatican Council [Londyn: Henry S. King & Co., 1877], s. 30)

https://archive.org/details/truestoryvatica00manngoog

W innym miejscu przytacza zbieżność opinii zdecydowanej większości biskupów z myślami Papieża na temat absolutnej sposobności Soboru. Ponieważ prezentacja abp. Manninga jest tak silna, że ​​koryguje niedostatek argumentów z drugiej strony, nonsensownych argumentów ks. Newmana i innych obstrukcjonistów/obskurantystów z jego kręgu, wydaje się stosowne, aby dostarczyć jeszcze więcej dowodów, aby położyć kres fałszywej narracji, że nie było pilnej i wyraźnej potrzeby soborowej definicji.

Abp. Manning opisuje, jak papież Pius IX wysłał list okólny do 36 biskupów europejskich oraz do niektórych biskupów wschodnich (tj. biskupów katolickich obrządku wschodniego), aby ocenić ich zainteresowanie zwołaniem Soboru i zobaczyć, jakie tematy uznają za najważniejsze do umieszczenia w porządku obrad:

Wprawdzie nakazy zawarte w listach dotyczyły tylko spraw, którymi będzie się zajmował, jednak biskupi w swoich odpowiedziach nie mogli powstrzymać się od wyrażenia radości, że Papież zdecydował się zwołać Sobór Ekumeniczny. Listy wykazują wspaniałą harmonię osądu. Różnią się one w istocie stopniem zwięzłości lub rozproszenia, z jakim potraktowano kilka tematów; ale w sprawach sugerowanych do traktowania na Soborze wykazują jednomyślność, która wypływa z jedności episkopatu katolickiego.

Biskupi zauważają, że w naszych czasach nie istnieje żadna nowa lub szczególna herezja w sprawach wiary, ale raczej powszechne wypaczenie i pomieszanie pierwszych prawd i zasad, które uderzają w podstawy prawdy i preambuły wszelkiej wiary. To znaczy, gdy zwątpienie zaatakowało wiarę, niewiara mściła się na wierze, niszcząc zwątpienie. Ludzie przestają wątpić, kiedy wprost nie wierzą. Doszli do zaprzeczania, że ​​światło natury i dowody stworzenia dowodzą istnienia Boga. Zaprzeczają zatem istnieniu Boga, istnieniu duszy, nakazom sumienia, dobra i zła oraz prawu moralnemu. Jeśli nie ma Boga, nie ma prawodawcy, a ich moralność jest niezależna od jakiegokolwiek prawodawcy i istnieje sama w sobie, a raczej nie istnieje poza istnieniem subiektywnie w jednostkach, przez zwyczaje odziedziczone po konwencjonalnym użyciu i nawykach umysłowych społeczeństwa. Zwracają uwagę na szeroko rozpowszechnione zaprzeczanie jakiemukolwiek nadprzyrodzonemu porządkowi, a zatem istnieniu wiary. Odwołują się do twierdzenia, że ​​nauka jest jedyną prawdą, która jest pozytywna, oraz do rzekomej wystarczalności ludzkiego rozumu dla życia i losów człowieka, czyli do deizmu, moralności niezależnej, sekularyzmu i racjonalizmu, które zaatakowały każdy kraj zachodniej Europy. Biskupi proponują, aby Sobór ogłosił, że istnienie Boga z pewnością może być poznane w świetle natury i zdefiniuje naturalny i nadprzyrodzony stan człowieka, odkupienie, łaskę i Kościół. Szczególnie pragnęli traktowania o naturze i osobowości Boga w oderwaniu od świata, stworzenia i opatrzności, możliwości i faktu Boskiego objawienia. Wielu czytelnikom te punkty mogą wydawać się dziwne, ale ci, którzy znają filozofię panującą w Niemczech i Francji, od razu dostrzegą mądrość tych sugestii.

Następnie wyraźniej proponują potraktowanie wyniesienia człowieka przez łaskę przy stworzeniu do wyższego porządku naturalnego, upadku człowieka, jego podniesienia w Chrystusie, boskiego ustanowienia Kościoła, misji powierzonej mu przez jego Boskiego Założyciela, jego organizacji, jego nadania i praw, prymatu i jurysdykcji Biskupa Rzymskiego; jego niezależności od władz cywilnych i jego stosunku do nich; jego władzy nad edukacją i aktualnej konieczności doczesnej władzy Stolicy Apostolskiej. Punkty te zostały tu wyrecytowane w całości, aby pokazać, że jedyny temat, dla którego, jak nam powiedziano, zebrał się Sobór, był ledwie wspomniany. Spośród trzydziestu sześciu biskupów tylko kilku sugerowało nieomylność głowy Kościoła, choć bez niej nie można było traktować o jej prymacie.

Jest bardzo niewielu (pisze jeden z biskupów), którzy w tym dniu kwestionują ten przywilej Biskupa Rzymskiego; i czynią to nie z racji teologicznych, ale z zamiarem potwierdzenia wolności nauki z większym bezpieczeństwem. Wydaje się, że z takim poglądem wyrosła w Bawarii w Monachium szkoła teologów, którzy we wszystkich swych pismach mają przede wszystkim przed sobą, przy pomocy rozpraw historycznych, umniejszać Stolicę Apostolską, jej autorytet i sposób rządzenia, rzucając na nią pogardę, a przede wszystkim atakując nieomylność nauczania Piotra ex cathedra.

Z tymi nielicznymi wyjątkami biskupi zajmowali się panteizmem, racjonalizmem, naturalizmem, socjalizmem, komunizmem, obojętnością w sprawach religii, regalizmem, wyzwoleniem sumienia i prasy, małżeństwem cywilnym, spirytyzmem, magnetyzmem, fałszywymi teoriami natchnienia, autorytetem Pisma Świętego i jego interpretacją. Wielu z nich odnosi się do sylabusa jako najlepszego zarysu spraw, które mają być potraktowane, i wyraża pragnienie, aby potępione w nim błędy zostały potępione na Soborze….

(Manning, The True Story of the Vatican Council, s. 25-28)

https://archive.org/details/truestoryvatica00manngoog

Jest dużo, dużo więcej wartości dostarczonej przez abp Manninga, co dodatkowo pokazuje, jak całkowicie oderwany był ks. Newman w tej sprawie od głównego nurtu myśli katolickiej. Na przykład dostarcza aneks ukazujący przytłaczające nastroje pro-definicyjne, jakie można znaleźć w oficjalnych oświadczeniach synodalnych, począwszy od dwóch dekad poprzedzających Sobór Watykański, które obejmowały takie zgromadzenia, jak sobory prowincjalne w Kolonii, Pradze, Koloczy (Węgry) i Westminster, Sobór Plenarny w Baltimore, biskupów włoskich wraz z Zakonem św. Franciszka oraz obchody XVIII stulecia męczeństwa świętych Piotra i Pawła w Rzymie (uczestniczyło w nich blisko 500 biskupów).

Przytoczymy jeszcze jeden frazes z The True Story of the Vatican Council, Manning powtarza petycję, którą biskupi włoscy wysłali w ramach zapytania Komisji Papieskiej o ustalenie zainteresowania ogłoszeniem definicji nieomylności papieskiej. Ponownie odpowiedź była w przeważającej mierze pozytywna, nieoportuniści stanowili przekrój tak nieistotny liczbowo, że był maleńki, a tych kilka negatywnych odpowiedzi nie stanowiło żadnego przekonującego powodu, by sprzeciwiać się takiej definicji.

W książce Manninga powstały list, który broni konieczności promulgacji wraz z załącznikiem, rozciąga się na około sześć stron drobnego tekstu, zaczynając od strony 115. Poniżej powielamy tylko początkowe akapity i po nich zamieszczamy link do wspomnianych stron dla zainteresowanych przeczytaniem całego listu:

POWODY, DLA KTÓRYCH TA DEFINICJA JEST UZNANA ZA WŁAŚCIWĄ I KONIECZNĄ

Pismo Święte wyraźnie naucza o prymacie jurysdykcji Biskupa Rzymskiego, następcy św. Piotra, nad całym Kościołem Chrystusowym, a zatem także o jego prymacie najwyższej władzy nauczycielskiej.

Powszechna i stała tradycja Kościoła, widoczna zarówno w faktach, jak i w nauczaniu ojców, a także w sposobie działania i mówienia przyjętym przez wiele Soborów, z których niektóre miały charakter ekumeniczny, uczy nas, że osąd Biskupa Rzymskiego w sprawach wiary i moralności jest niereformowalny.

Na II Soborze w Lyonie, za zgodą zarówno Greków, jak i łacinników, uzgodniono wyznanie wiary, które stwierdza: „Kiedy powstają spory w sprawach wiary, muszą być rozstrzygane decyzją Biskupa Rzymskiego”. Co więcej, na synodzie ekumenicznym we Florencji określono, że „Biskup Rzymski jest prawdziwym Wikariuszem Chrystusa, głową całego Kościoła oraz ojcem i nauczycielem wszystkich Chrześcijan; i że jemu, w błogosławionym Piotrze, Jezus Chrystus dał pełnię władzy do rządzenia i kierowania Kościołem Powszechnym”. Zdrowy rozum poucza nas również, że nikt nie może pozostać w jedności wiary z Kościołem Katolickim, kto nie jest jednomyślny z jego głową, ponieważ Kościoła nie można oddzielić od swojej głowy nawet myślą.

Jednak znaleźli się i są jeszcze tacy, którzy chełpiąc się imieniem „katolik” i używając tego imienia ku zgubie słabych w wierze, są na tyle odważni, by nauczać, że wystarczające poddanie się autorytetowi Biskup Rzymski następuje, jeśli przyjmujemy jego dekrety w sprawach wiary i obyczajów z posłusznym milczeniem, jak to się nazywa, bez wyrażania zgody wewnętrznej lub co najwyżej z przyzwoleniem tymczasowym, dopóki nie zostanie ogłoszona aprobata lub dezaprobata Kościoła. Każdy może zobaczyć, że przez tę przewrotną doktrynę autorytet Biskupa Rzymskiego zostaje obalony, wszelka jedność wiary zostaje zerwana, szerokie pole otwiera się na błędy i nastaje czas na ich rozpowszechnienie.

Dlatego biskupi, stróże i obrońcy prawdy katolickiej, starają się, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, bronić najwyższej władzy Stolicy Apostolskiej w swoich dekretach synodalnych i przez swoje wspólne świadectwo.

Ale im wyraźniej głoszona jest katolicka prawda, tym gwałtowniej atakuje się ją zarówno w książkach, jak i gazetach, aby podniecić katolików przeciwko zdrowej doktrynie i uniemożliwić Soborowi Watykańskiemu jej zdefiniowanie.

Chociaż wówczas wielu mogło wątpić w stosowność ogłoszenia tej doktryny na obecnym Soborze Powszechnym, teraz wydaje się, że jej zdefiniowanie jest absolutnie konieczne. Albowiem nauka katolicka jest teraz ponownie atakowana przez te same argumenty, których ludzie, potępieni przez własne sumienie, używali przeciwko niemu w dawnych czasach; argumenty, które doprowadzone do ich ostatecznych konsekwencji, obalą sam prymat Biskupa Rzymskiego i nieomylność samego Kościoła; i do którego często dodaje się także najbardziej brutalne nadużycia Stolicy Apostolskiej. A nawet więcej; najbardziej zaciekli napastnicy doktryny katolickiej, chociaż nazywają siebie katolikami, nie wstydzą się twierdzić, że Synod Florencki, który tak wyraźnie deklaruje najwyższą władzę Biskupa Rzymskiego, nie był ekumeniczny.

Gdyby więc tak zakwestionowany Sobór Watykański przemilczał i zaniechał składania świadectwa katolickiej doktryny w tej kwestii, to katolicy faktycznie zaczęliby wątpić w prawdziwą doktrynę, a miłośnicy nowości triumfalnie stwierdzą, że sobór został uciszony przez argumenty przez nich przedstawione. Co więcej, nadużywaliby tego milczenia przy każdej okazji i otwarcie odmawialiby posłuszeństwa należnego wyrokom i dekretom Stolicy Apostolskiej w sprawach wiary i obyczajów pod pretekstem, że wyrok Biskupa Rzymskiego jest w takich kwestiach omylny.

(Cyt. za Manning, The True Story of the Vatican Council, s. 115-117; dodano podkreślenie. Pełny tekst tego listu oraz jego załącznik można również wygodniej przeczytać na dedykowanej stronie – drugi link.)

https://archive.org/details/truestoryvatica00manngoog

https://www.catholicplanet.org/councils/20-postulatum.htm

Tutaj częścią uzasadnienia konieczności definicji dogmatycznej jest sprzeciw wobec doktryny papieskiej nieomylności, nawet ze strony tych, którzy „chełpiąc się imieniem ‘katolik’”, ale których letnia akceptacja nauczania papieży prowadzi „ku zgubie słabych w wierze”. Ich niezbyt zadowalająca reakcja na nauczanie magisterium daje „co najwyżej [przyzwolenie tymczasowe] dopóki nie zostanie ogłoszona aprobata lub dezaprobata Kościoła”.

Czy pojęcie tymczasowej zgody nie przywodzi na myśl Newmana, który „był chętny”, jak ks. Fenton zauważył, „nadać jej [nieomylności papieskiej] status dogmatu, ale tylko pod warunkami, które mogły uzasadnić jego poprzednie stanowisko”? Kwasniewski jest w tym względzie towarzyszem podróży, gdyż często oczerniał wypowiedzi papieskie i tych, którzy je przywołują, jako zajmujących się jedynie „tekstami dowodowymi”, nie wymagającymi zgody wiernych.

To śmieszne, pomimo tego wszystkiego, co zostało omówione powyżej, aby bezsprzecznie pokazać silną potrzebę Soboru, gdy dr K ośmiela się mówić o realistycznej i krytycznej ocenie pracy Soboru Watykańskiego I przez Johna Henry’ego Newmana.

 

Odmowa przyjęcia katolickiej doktryny o papiestwie przez Kwasniewskiego

Mylące błędy Newmana o Soborze Watykańskim I, a w szczególności o ogłoszeniu przez niego dogmatu o nieomylności papieskiej, wynikały z jego nieznajomości rozwoju doktryny, co jest dość dziwne jak na teologa, którego reputację w dużej mierze zbudowały jego pisma właśnie na temat postępu doktrynalnego. Różnica jest tak wyraźna, że ​​niektórzy będą się zastanawiać, czy jego ignorancja była umyślna. Z pewnością jego upieranie się — nawet przez jakiś czas po ogłoszeniu — że definicja była niczym więcej niż chwalebną opinią, powinno usunąć go z rozważań jako mającego pogląd na ten temat, który ma choćby najmniejszą wartość w jakiejkolwiek poważnej dyskusji. Zamiast dostosowywać swoją myśl do kościelnego Magisterium, Newman odchodzi z naciskiem, że Święta Matka Kościół musi poczekać na Pieczęć Aprobaty Newmana, zanim dokona ostatnich poprawek w jakiejkolwiek deklaracji.

Niestety, nędzne wypaczenie teologii katolickiej przez Newmana w tej sprawie idealnie pasuje do głupstwa „uznawania i oporu” Kwasniewskiego. Ten ostatni w uproszczeniu ustanawia fałszywą równość między nieuzasadnionym oporem wobec Soboru Watykańskiego I a prawdziwie uzasadnioną krytyką Soboru Watykańskiego II, tak aby wydawał się mieć historyczny precedens, co z kolei pozwala mu domagać się spójności i historycznego precedensu dla jego podejścia teologicznego. Taka „hermeneutyka ciągłości”!

Oto fantazyjna paralela, którą prof. Kwasniewski próbuje przedstawić jako prawowitą historię Kościoła:

Uderzające jest to, że jeden z najbardziej błyskotliwych i świętych teologów współczesnych czasów żywi tak głębokie obawy co do prawnie zwołanego Soboru ekumenicznego, prawnie ogłoszonych aktów soborowych, a zwłaszcza co do panującego papieża, który, jak ma nadzieję, zostanie wygnany z Rzymu lub wkrótce zostanie zastąpiony przez lepszego papieża. Newman nie próbował jednak ukrywać się ze swoim stanowiskiem i choć w pełni zaakceptował definicję Soboru Watykańskiego I, rozumiał ją również wąsko i umiarkowanie, gdyż przekonywał, że należy przyjąć wszystkie definicje: zgodnie z ich dokładnymi granicami i z ich rolą w całości Religii katolickiej.

Ci, którzy mają dziś obawy co do zwołania Soboru Watykańskiego II przez Jana XXIII, co do różnych elementów w szesnastu dokumentach soborowych wydanych za Pawła VI, a także co do postępowania papieża Franciszka, mogą czerpać pociechę, wiedząc, że takie trudności umysłu i problemy sumienia nie są sprzeczne z Wiarą katolicką ani z cnotami pokory i posłuszeństwa.

(Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”)

https://catholicfamilynews.com/blog/2021/02/04/my-journey-from-ultramontanism-to-catholicism/

Tak, Newman „rozumiał ją wąsko”, w porządku, ale nie w sposób, w jaki „Kwas” chce, by ludzie to sobie wyobrażali – tj. wąsko ale zgodnie z katolickimi zasadami teologicznymi – ale raczej jako ograniczoną zgodnie z nakazami wąsko-przepisanej, ewidentnie błędnej opinii osobistej Newmana. Osoby zaznajomione z oszukańczym stylem dr Kwasniewskiego zrozumieją, że jest to kolejny przykład fałszywej równoważności, którą regularnie narzuca nieostrożnym.

Kontynuuje, celując w innego chochoła, bloga fanklubowego Bergoglio Where Peter Is, który, jak pisze,

przedstawia dzieło gorliwych obrońców papieża Franciszka i, jeśli o to chodzi, wszystkiego i czegokolwiek papieskiego. Są to, że tak powiem, ci, którzy nigdy nie spotkali papiestwa, którego nie lubili. Jeśli zabrakło ci twórczych pokut, możesz chcieć odwiedzić tę witrynę, ale tylko wtedy, gdy nie cierpisz na nadciśnienie lub PTSD (Zespół Stresu Po-Trydenckiego).

Uznając, że Katolicyzm jest z natury religią Tradycji, Where Peter Is unika niezręczności jawnej sprzeczności między wcześniejszym nauczaniem magisterium a „twórczością” Franciszka, argumentując, że Tradycja w rzeczywistości oznacza „cokolwiek mówi papież”. Tradycja nie jest czymś danym w przeszłości lub kumulatywnie, ale czymś, co jest stanowione przez poparcie Papieża dla niej tu i teraz. Dlatego Katolicy muszą zgodzić się z Amoris Laetitia, zniesieniem kary śmierci, ludzkim braterstwem wśród wielu wyznań jakie chciał Bóg i każdym innym rodzajem nowości „zaproponowanym” przez papieża.

Co ciekawe, podczas gdy jego uwaga tutaj, że „Where Peter Is unika niezręczności jawnej sprzeczności między wcześniejszym nauczaniem magisterium a ‘twórczością’ Franciszka” jest prawdziwa, on również utrzymuje, że Bergoglio jest prawowitym rzymskim papieżem, co oznacza, że ​​nie jest w stanie samemu wyciągnąć właściwego wniosku, a mianowicie, że prawowity papież nie może zaprzeczyć temu, czego Magisterium nauczało wcześniej jako doktryna katolicka.

Właściwie jest tu potrzebne drobne wyjaśnienie: Kiedy my (prawdziwi katolicy) mówimy, że papież nie może nauczać wbrew wcześniejszej doktrynie Kościoła, mamy na myśli, że Bóg uniemożliwi mu to w ogóle. Kwasniewski również wierzy, że papież nie może nauczać wbrew wcześniejszej doktrynie, ale przez „nie może” on ma na myśli to, że papież jest do tego zdolny, ale kiedy to robi, „nie liczy się to” i dlatego musi zostać odrzucone i odpierane przez jak najwięcej Katolików, dopóki on lub przyszły papież nie wycofa błędnej nauki (i przeprosi za wprowadzenie stada w błąd, co?). Nie, nie to mają na myśli Katolicy, gdy mówią, że katolicka doktryna nie może się zmienić. Gdyby taki groteskowy stan rzeczy był możliwy w Kościele Katolickim, byłby on tylko pośmiewiskiem w oczach każdego rozumnego stworzenia a jego wiarygodność jako „filar i utwierdzenie prawdy” (1 Tm 3:15) zostanie bezpowrotnie utracona.

https://novusordowatch.org/2016/08/can-catholic-doctrine-change/

Tym samym krytyka Kwasniewskiego całkowicie chybiła. Pisze:

Sednem sporu jest twierdzenie, że papież i biskupi są „interpretatorami Tradycji”, tak że nie możemy nawet poznać, czym jest doktryna katolicka, dopóki papież i biskupi nie powiedzą nam, czym ona jest. Nie istnieje sama w sobie, poza ich uznaniem i wyeksponowaniem. A jeśli tylko mówią, że coś jest katolicką doktryną lub jest w jakiś sposób „częścią Tradycji” – nawet jeśli brzmi to bardzo różnie od tego, czego nauczali inni papieże i biskupi, lub nawet jeśli nikt wcześniej tego nie nauczał – to w porządku, ponieważ Tradycja jest w końcu tym, czym obecny papież i biskupi mówią nam że jest (lub nie jest).

(kursywa w oryginale)

Profesor najwyraźniej tego nie rozumie: Depozyt Wiary został powierzony przez Chrystusa Apostołom, a wszelkie objawienia publiczne (por. J 16:13) ustały wraz ze śmiercią ostatniego Apostoła, św. Jana (zob. Denz. 2021). Po śmierci Apostołów jedynym autorytetem, który ma Boską gwarancję, aby autorytatywnie wyjaśniać i bronić Depozytu Wiary – i ostatecznie, robić to nieomylnie – dla Kościoła Powszechnego, jest Najwyższy Papież, zwany także następcą św. Piotra, Wikariuszem Chrystusa, Papieżem:

Dlatego też musi być przedstawionym powadze i uznaniu Papieża, co zawiera właściwie objawienie Boskie, które z nauk są z nim w zgodzie, a które od niego odstępują; Papież też jedynie może wykazać, co jest dozwolonym, a co niedozwolonym; co mamy czynić, a czego czynić nie wolno, jeżeli pragniemy dostąpić wiecznego zbawienia; inaczej Papież nie mógłby dla ludzi być niewątpliwym i pewnym tłumaczem słowa Bożego, nie mógłby on też być dla nich wytrawnym przewodnikiem w wędrówce doczesnego życia.

(Papież Leon XIII, Encyklika Sapientiae Christianae, n. 24)

http://rodzinakatolicka.pl/leon-xiii-sapientiae-christianae-o-obowiazkach-katolikow/

http://denzinger.patristica.net/denzinger/#n2000

Ale znowu zaczynamy z naszymi głupimi „tekstami dowodowymi”! Jednak w przeciwieństwie do Petera Kwasniewskiego, nasze teksty dowodowe nie pochodzą z kontrowersyjnych pism teologicznych konwertyty z anglikanizmu, który walczył z przyjęciem nieomylnej definicji, pochodzą one od samych papieży rzymskich lub z pomniejszych, ale mimo to autorytatywnych źródeł teologicznych, takich jak podręczniki dogmatyczne, które były używane w całym Kościele w kształceniu seminarzystów, duchownych, zakonników i teologów.

Jest oczywiste, że dr K nie wierzy w papiestwo tak, jak nauczali sami papieże. Ale w takim razie, jakże mógł, skoro wierzy, że publiczny apostata Jorge Bergoglio jest aktualnym posiadaczem tego najbardziej wzniosłego i chronionego przez Boga urzędu? Kwasniewski miał wybór: zaakceptować papiestwo albo zaakceptować Bergoglio. Niestety, wybrał Bergoglio zamiast Katolicyzmu, a teraz przekonuje się, że nie może sprawić, by to zadziałało.

„Kwas” kontynuuje:

Zgodnie z tą teorią, nikt nigdy nie mógłby mieć prawomocnego sporu z papieżem, ponieważ taki człowiek przeciwstawiałby swoją własną „prywatną interpretację” interpretatorowi ustanowionemu przez Boga. Ten rodzaj ultramontanizmu, podobnie jak cytowane wcześniej przemowy z czasów moich studiów, podnosi wszystkie papieskie deklaracje i politykę do postaci autorytatywnych wypowiedzi, którym należy ufać w wierze jako woli Bożej wobec nas dzisiaj, a zatem nigdy nie należy ich krytykować.

Zależy to oczywiście od tego, co rozumie się przez „papieskie deklaracje”. Czy każdy żart, każda uwaga, każda wypowiedź człowieka, który posiada prymat św. Piotra, należy uważać za „papieską deklarację” w sensie Namiestnika Chrystusa sprawującego swój urząd nauczania, rządzenia i uświęcania? Oczywiście, że nie. Ostatecznie może to po prostu zależeć od intencji objawionej przez papieża: czy zamierza przemawiać autorytatywnie jako papież? A może po prostu przemawia jako prywatny teolog, czy może po prostu komentuje jako prywatny katolik?

W większości przypadków zdrowy rozsądek i kontekst otaczających okoliczności wyjaśnią to. Na przykład oczywiste jest, że papież św. Pius X nie wydał dekretu kanonizacyjnego, gdy wysłał prywatną notatkę z wyrazami współczucia do ks. Giacomo della Chiesa (przyszłego papieża Benedykta XV) o odejściu swojej świątobliwej matki, w której zauważył, że „wezwana, aby otrzymać nagrodę za swoje cnoty, teraz z nieba czuwa [nad tobą] i błogosławi [ci]” (Walter H. Peters, The Life of Benedict XV [Milwaukee, WI: The Bruce Publishing Company, 1959], s. 40).

https://archive.org/details/lifeofbenedictxv0000pete

W razie wątpliwości czy uwaga papieska ma być uznana za autorytatywną, czy nie, zawsze można zwrócić się o wyjaśnienie do Stolicy Apostolskiej. Z pewnością nie należy zbyt pochopnie odrzucać słów Ojca Świętego:

Stąd też miłując Ojca świętego nie trzeba rozprawiać o tym, co On nam radzi, a czego od nas wymaga, nie wyszukiwać jak daleko sięga ścisły obowiązek posłuszeństwa, aby wytykać granicę tego obowiązku. Miłując Ojca świętego nie zarzuca się Jemu, że nie mówił wcale dosyć wyraźnie, jakoby był obowiązany powiedzieć każdemu wprost do ucha swoją wolę tyle razy już wypowiadaną, nie tylko żywym słowem, ale i w listach i innych dokumentach publicznych; nie powątpiewa się o Jego rozkazach pod łatwym pozorem, że dlatego nie chce się być posłusznym, że nie pochodzą rzeczywiście od Niego, ale od Jego otoczenia! Nie ogranicza się zakresu, w którym Ojciec święty musi a gdzie może przeprowadzać swoją wolę, nie przeciwstawia się powadze Ojca świętego powagi innych osób, chociażby bardzo uczonych, a które się różnią w zdaniu swym z Ojcem świętym, jakąkolwiek byłaby ich wiedza; zresztą brak im świętości, bo nie może być świętości tam, gdzie jest przeciwieństwo do Ojca świętego.

(Papież Pius X, Przemówienie do Kapłanów Unii Apostolskiej, 18 listopada 1912; w Acta Apostolicae Sedis 4 [1912], s. 695; fragment z Papal Teachings: The Church, n. 752).

https://www.ultramontes.pl/sw_pius_x_czesc_dla_ojca_sw.htm

Co ciekawe, nie widzieliśmy jeszcze, jak dr Kwasniewski wszedł w interakcję z tym słynnym cytatem kanonizowanego papieża, którym kiedyś nawet Rorate Caeli chętnie podzielił się ze światem (oczywiście zanim Bergoglio pojawił się na scenie). Zauważcie, że te słowa papieskie nie zostały skierowane do woźnego w Watykanie podczas jazdy windą. Były raczej częścią oficjalnego przemówienia papieskiego do członków Apostolskiej Unii Kapłanów Świeckich i zostały włączone do Acta Apostolicae Sedis, „jedynej oficjalnej publikacji Stolicy Apostolskiej… w której są ogłaszane wszystkie oficjalne akty i ustawy w jakiejkolwiek formie” (Michael Williams, The Catholic Church in Action [Nowy Jork, NY: PJ Kenedy & Sons, 1958], s. 155).

https://rorate-caeli.blogspot.com/2012/11/love-pope-no-ifs-and-no-buts-for.html

https://en.wikipedia.org/wiki/Apostolic_Union_of_Secular_Priests

https://archive.org/details/catholicchurchin001561mbp/page/n5/mode/2up

Na nieszczęście dla Petera Kwasniewskiego i załogi uznawania i oporu wobec człowiek, którego przyjęli za papieża, zapowiedział wcześniej: „Ciągle wygłaszam oświadczenia, wygłaszam homilie. To jest magisterium. To jest to co myślę, a nie to, co mówią media, że ​​myślę. Sprawdźcie to; to bardzo jasne” (Antypapież Franciszek, w wywiadzie dla Elisabetty Piqué dla America, 23 grudnia 2014 r.). Jeśli jednak jest naprawdę papieżem, to jest to jego prerogatywa, ponieważ Suwerennemu Papieżowi „zatem musi być zostawione nienaruszone prawo przemawiania wedle swego uznania wtenczas, gdy uzna za stosowne; wszystkich zaś innych jest obowiązkiem, mówiącemu w imieniu Kościoła, być posłusznym i jego słowom być uległym” (Papież Benedykt XV, Encyklika Ad Beatissimi, 22).

https://www.americamagazine.org/issue/we-must-reach-out

http://rodzinakatolicka.pl/benedykt-xv-ad-beatissimi-apostolorum-o-przyczynach-obecnej-wojny/

Jest więc oczywiste, że próba dopasowania kwadratowego kołka Bergoglio do okrągłej dziury papiestwa ma poważne, wręcz absurdalne konsekwencje, ale nie powstrzyma Kwasniewskiego przed „robieniem tego, co trzeba”, aby uniknąć sedewakantyzmu. Profesor pisze dalej:

Pierwotnym ultramontanom można wybaczyć ich entuzjazm. Większość papieży z okresu kontrreformacji i okresu porewolucyjnego w Europie była mocno oddana tradycyjnym dogmatom, liturgii i moralności; Papieże od Grzegorza XVI do Piusa XI w szczególności byli przeciwni współczesności (lub antymodernistyczni) aż do szpiku kości. Byli bohaterami walczącymi z dryfowaniem w totalny sekularyzm. Jesteśmy niestety w zupełnie innym miejscu. Komuś, kto czyta wielką encyklikę papieża św. Piusa X z 1907 roku przeciwko modernizmowi, Pascendi Dominici Gregis, trudno będzie nie dostrzec opinii, które potępia w samych słowach papieża Franciszka i jego zwolenników.

(Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”)

https://novusordowatch.org/2017/07/stumbling-block-papacy-francis-wont-fit/

https://novusordowatch.org/2017/04/anything-but-sedevacantism/

Dobrze byłoby przypomnieć, że to, co dr K eufemistycznie nazywa tutaj potępionymi „opiniami”, zostało potępione przez św. Piusa X jako „synteza wszystkich herezji” (Encyklika Pascendi Dominici, 39). Co więcej, ten sam papież instruuje nas, abyśmy zidentyfikowali prawdziwych modernistów na podstawie „ich doktryn, ich sposobu mówienia i działania”, „pomijając zamiary wewnętrzne, których Bóg tylko jeden jest sędzią” (Pascendi, n. 3).

http://rodzinakatolicka.pl/sw-pius-x-pascendi-dominici-gregis-o-zasadach-modernistow/

W części swojego artykułu zatytułowanej „Nawet źli biskupi pozostają biskupami” Kwasniewski przedstawia odmianę zjedzonego już przez mole chochoła „złych papieży”. Ponieważ omówiliśmy to już w CZĘŚCI DRUGIEJ, w której przedstawił on stereotyp tradycyjnych katolików jako nieświadomych faktu, że w przeszłości byli źli papieże, zamiast odnosić się do tego nonsensu na nowo, po prostu skierujemy naszych czytelników do odpowiednich wcześniejszych odpowiedzi:

https://novusordowatch.org/2019/10/bad-popes-objection/

https://novusordowatch.org/2018/09/limits-to-invoking-papal-lapses-kwasniewski/

https://novusordowatch.org/2015/10/papal-error-bellarmine/

Należy jednak podkreślić, że jeśli grzechy złego biskupa są publicznymi grzechami przeciwko Wierze (herezja lub apostazja), pozostaje on biskupem tylko na mocy swojej konsekracji biskupiej, która, podobnie jak chrzest, odciska niezatarty ślad na duszy, którego nigdy nie można wymazać. Jednak jego urząd biskupa jest automatycznie tracony przez jego publiczne odejście od Wiary:

Ta zbrodnia [publiczna herezja lub apostazja] nie zakłada aktu wewnętrznego ani nawet zewnętrznego lecz ukrytego, ale publiczne odejście od Wiary poprzez formalną herezję lub apostazję, z przynależnością lub bez przynależności do innego społeczeństwa religijnego…. Publiczny charakter tej zbrodni należy rozumieć w świetle kan. 2197 n. 1. A zatem, gdyby biskup był winny tego naruszenia i fakt ten zostałby ujawniony większej części miasta lub społeczności, zbrodnia byłaby publiczna, a stolica ipso facto [przez sam fakt] staje się pusta.

[K]iedy biskup milcząco rezygnuje, jak w przypadku apostazji, herezji itp., stolica staje się w pełni opróżniona z chwilą, gdy zbrodnia staje się publiczna. Zgodnie ze ścisłą wykładnią prawa jurysdykcja biskupa przechodzi w tym momencie na Zarząd [konsultorów diecezjalnych], który może ważnie i zgodnie z prawem rozpocząć wykonywanie swojej władzy, o ile istnieje pewność, że przestępstwo stało się publiczne. W praktyce jednak prawdopodobnie rozsądniej byłoby ze strony Zarządu, zamiast przejąć natychmiastowe kierowanie stolicą, bezzwłocznie powiadomić Stolicę Apostolską i zaczekać na takie przepisy, które może podjąć Władza Najwyższa.

(Ks. Leo Arnold Jaeger, The Administration of Vacant and Quasi-Vacant Dioceses in the United States [Washington, DC: The Catholic University of America Press, 1932], s. 82, 98)

https://www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/0813222702/interregnumnow-20

Tak więc sekcja Kwasniewskiego zatytułowana „Nawet źli biskupi pozostają biskupami” jest podwójnie myląca: po pierwsze, ponieważ zawiera dwuznaczność terminu „biskup”, który może odnosić się do urzędu lub do sakramentu, co nie ma miejsca w przypadku papiestwa, które jest tylko urzędem, nie sakramentem; a po drugie, ponieważ biskupi, którzy publicznie odstępują od wiary, w rzeczywistości nie pozostają na urzędzie.

Innym nadmiernym uproszczeniem Kwasniewskiego jest mantra „opieraj się papieżowi”, powtarzana nieustannie przez zwolenników „uznawania i oporu”. Przedstawia kilka ważnych punktów, ale znowu cała ta dyskusja ma tendencję do przesłaniania kluczowego pytania naszych czasów: Czy Franciszek i jego poprzednicy Novus Ordo przede wszystkim są prawdziwymi papieżami? Jedną rzeczą jest wspomnieć papieża Honoriusza I, ale, jak wykazaliśmy, jego przypadek nie jest analogiczny do tego, na co Kościół cierpi od 1958 roku. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w następującym materiale:

https://novusordowatch.org/2017/07/case-of-pope-honorius/

https://novusordowatch.org/2018/09/limits-to-invoking-papal-lapses-kwasniewski/

https://novusordowatch.org/2021/07/pope-pius10-slams-recognize-and-resist/

PL: https://novusordo-pl.blogspot.com/2021/07/papiez-sw-pius-x-uderza-w-oboz-uznania.html

Chociaż uważa, że ​​Katolicy powinni posunąć się tak daleko w swoim oporze, by uznać nawet uroczyste papieskie ogłoszenie świętości za nieważne, jeśli chodzi o wyciągnięcie jedynego możliwego wniosku dotyczącego statusu Bergoglio, na który pozwolą wiara i rozum, nagle dr Kwasniewski odkrywa granice kompetencji katolickich:

Tym bardziej niemożliwym byłoby dla świeckich lub duchownych dojść do wniosku, że papież przestał być papieżem lub że nigdy nie został papieżem. Kto rządzi jako papież, uznany za takiego przez jednomyślność lub powszechność kardynałów, biskupów i wiernych - trzeba go znosić na dobre lub na złe. Chociaż jest teoretycznie możliwe, że niedoskonały sobór składający się albo ze wszystkich kardynałów, albo ze wszystkich biskupów mógłby ogłosić, że papież z powodu zaciekłego przywiązania do herezji lub apostazji został ipso facto obalony przez Boga, nie spotkałem ani jednej osoby, która rzeczywiście wierzy, że wszyscy nasi kardynałowie lub biskupi dzisiaj, a nawet ich reprezentatywna liczba, kiedykolwiek spotkają się w tym celu, więc pytanie, jakkolwiek fascynujące może być, jest dyskusyjne.

(Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”)

https://onepeterfive.com/paul-vi-not-saint/

Nie wchodząc w gąszcz teologiczny, aby rozmontować każdą poruszającą część tego argumentu, możemy z pewnością powiedzieć, że po prostu nie ma powodu, dla którego katolik nie miałby móc lub pozwolić sobie na rozpoznanie tego, do czego skłania go rozum oświecony przez Wiarę.

Biorąc pod uwagę skutek, jakim jest heretyckie, bluźniercze, świętokradcze i złe magisterium Franciszka, wiemy, że nie może on być papieżem, ponieważ papiestwo zapobiega dokładnie takiemu efektowi:

Papież ma Boże obietnice; nawet w swoich ludzkich słabościach jest niezwyciężony i niewzruszony; jest zwiastunem prawdy i sprawiedliwości, zasadą jedności Kościoła; jego głos potępia błędy, bałwochwalstwo, przesądy; potępia nieprawości; kocha miłość i cnotę.

(Papież Pius XII, Przemówienie Ancora Una Volta, 20 lutego 1949)

https://rorate-caeli.blogspot.com/2017/05/prophetic-speech-of-pope-ven-pius-xii.html

Czy taki efekt widzimy u Franciszka? Czy raczej nie zauważamy jego zaprzeczenia? Oczywiście, że tak.

W rzeczywistości właśnie dlatego dr Kwasniewski mówi, że musimy opierać się złemu magisterium Franciszka. Ale jeśli przyznać, że jest możliwe, aby „świeccy lub duchowni mogli dojść do wniosku, że oficjalne nauczanie papieskie, prawa i akty muszą zostać odrzucone i odrzucone”, to tym samym możliwe jest, aby świeccy lub duchowni wywnioskowali, że autorytet, z którego wypływają te nauki, prawa i akty, nie jest w rzeczywistości autorytetem papieża – gdyż to jest tylko druga strona tego samego medalu.

Krótko mówiąc: Wiara katolicka mówi nam, że Bergoglio nie może być papieżem, dlatego mamy absolutną pewność, że nie jest papieżem. Cokolwiek innego sprawiłoby, że Wiara nie miałaby sensu, ponieważ Wiara jest prawdziwa nie tylko w teorii, ale także w praktyce:

Jaki byłby pożytek z reguły wiary i moralności, gdyby w każdym konkretnym przypadku wierni nie mogli sami natychmiast ich zastosować lub gdyby byli stale zobowiązani do konsultowania się z papieżem lub proboszczem diecezjalnym? Tak jak ogólna zasada moralności jest prawem, zgodnie z którym każdy dokonuje osądu w swoim sumieniu (dictamen practicum – „osąd praktyczny”) w konkretnym zastosowaniu tej ogólnej zasady (podlega sprostowaniu, jeśli jest błędne), tak ogólna zasada wiary, która jest nieomylnym autorytetem Kościoła, jest i powinna pozostawać w zgodzie z każdym szczególnym osądem formułowanym przy konkretnym zastosowaniu – oczywiście z zastrzeżeniem korekty i odwołania w przypadku pomyłki w zastosowaniu. Wymaganie od najwyższej władzy Kościoła szczególnego i natychmiastowego stosowania jej w każdym przypadku i przy każdej okazji, które ją wzywają, uczyniłoby nadrzędną regułę wiary bezużyteczną, absurdalną i niemożliwą.

(ks. Felix Sarda y Salvany, Liberalism is a Sin, przetłumaczone i zaadaptowane przez Condé B. Pallena [Rockford, IL: TAN Books, 1993], s. 154-155. Książka ta została po raz pierwszy opublikowana w języku hiszpańskim w 1886 roku i otrzymała najwyższą pochwałę od Stolicy Apostolskiej za papieża Leona XIII.)

https://web.archive.org/web/20200228044633/http:/www.sedevacantist.com/liberalism.htm

PL: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4947371/liberalizm-jest-grzechem

Ci, którzy teraz sprzeciwiają się temu, że ks. Felix Sarda y Salvany, cytowany wyżej autor, mówi, że można pomylić się w stosowaniu reguły Wiary, należy przypomnieć, że tym samym można pomylić się w oporze wobec Papieża. Co więcej, taki opór poszczególnych katolików był wielokrotnie potępiany przez Magisterium Kościoła:

Nie dajcie się zwieść subtelnym deklaracjom innych, którzy nie przestają udawać, że chcą być z Kościołem, kochać Kościół, walczyć o niego, aby nie stracił mas, pracować dla Kościoła, aby zrozumiał czasy, by odzyskać ludzi i przywiązać ich do siebie. Osądź tych ludzi według ich uczynków. Jeśli maltretują i gardzą sługami Kościoła, a nawet Papieżem; jeśli starają się wszelkimi sposobami umniejszać ich autorytet, unikać ich wskazówek i lekceważyć ich rady; jeśli nie boją się podnieść sztandaru buntu, o jakim Kościele mówią ci ludzie? Z pewnością nie  ten Kościół ustanowił super fundamentum Apostolorum et Prophetarum, ipso summo angulari lapide, Christo Jesus: „a fundamencie apostołów i proroków, gdzie głównym kamieniem węgielnym sam Jezus Chrystus” (Ef 2,20). Powinniśmy więc mieć zawsze przed oczyma radę św. Pawła do Galatów: „Ale choćbyśmy my, albo anioł z nieba głosił wam ponad to, cośmy wam głosili, niech będzie przeklęty” (Ga 1:8).

(Papież św. Pius X, przemówienie Con Vera Soddisfazione; kursywa w oryginale)

https://novusordowatch.org/pius10-con-vera-soddisfazione/

Peter Kwasniewski jest w ten sposób między młotem a kowadłem: jego najlepszy z obu światów pomysł „mieć papieża i go bić”, po prostu nie zgadza się z tradycyjnym Katolicyzmem, który jak sam wyznaje - reprezentuje.

 

Czy Petera K. można wydobyć z Krainy Pomyłek? Tylko jeśli sam zechce być wydobyty!

W końcowej części swojego artykułu profesor deklaruje:

Papież ma być „tam, gdzie zaczyna się odpowiedzialność”, gdy jest spór, którego nie można rozwiązać w inny sposób. Ma on być, jak mówi kardynał Newman, remora lub barierą przeciwko doktrynalnym innowacjom, a nie motorem rozwoju doktrynalnego, nie mówiąc już o byciu gadułą dzielącym się swoimi osobistymi opiniami w wywiadach prasowych lub konferencjach prasowych podczas lotu samolotem.

(Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”)

https://catholicfamilynews.com/blog/2021/02/04/my-journey-from-ultramontanism-to-catholicism/

Tutaj Kwasniewski znowu błędnie rozumie, że Papież nie tylko ma być barierą dla innowacji doktrynalnych, on w rzeczywistości jest. Tak przynajmniej mówi tradycyjna doktryna w tej sprawie, która nie jest jedynie normatywna, ale opisowa, to znaczy nie ustanawia po prostu normy, której oczekuje się od papieża, ale opisuje, co w rzeczywistości robi papież. Wyjaśniono to bardziej szczegółowo tutaj:

https://novusordowatch.org/2021/08/is-pope-absolute-monarch/

PL: https://novusordo-pl.blogspot.com/2021/08/czy-papiez-jest-monarcha-absolutnym.html

Jak wskazaliśmy we wcześniejszych częściach tej krytyki, artykuł Kwasniewskiego stracił dużą wiarygodność od samego początku dla wymagających Katolików, kiedy zdecydował się w wielkim stylu zrezygnować z Encyklopedii Katolickiej na rzecz niekatolickiej pracy referencyjnej. Kontynuował kolejnym pokazem własnej ignorancji i zawodności w tej sprawie, kiedy wyrzekł się swojego dawnego, teologicznie rozsądnego stanowiska w sprawie papieskich prerogatyw, co głupio wyrzucił do śmietnika jako „papolatrię”. Jednak tym, co okazało się dla niego hat-trickiem, było przyjęcie wrogich i nie do utrzymania postaw Johna Henry'ego Newmana wobec papieża Piusa IX oraz jego dogmatycznej definicji na soborze. W tym momencie dr K. wpadł ze swoim artykułem zbyt głęboko do króliczej nory, tak że wymaga to zmiany jego tytułu na „Moja podróż od ultramontanizmu do Krainy Pomyłek”.

Na zakończenie swojego długiego, trzyczęściowego artykułu Kwasniewski dokonuje wariacji argumentu „pozostać w Kościele, gdzie można zrobić najwięcej dobrego”, stwierdzając:

Najgorszą rzeczą, jaką moglibyśmy zrobić, to porzucić statek na rzecz tej lub innej gałęzi prawosławia lub na wyimaginowane zielone pastwiska sedewakantyzmu pod pretekstem, że w jakiś sposób te grupy są „w lepszej sytuacji” niż my. Co dobrego przyniesie ten ruch? Odsunąłby tylko dobrych ludzi z miejsca, w którym są najbardziej potrzebni – z widzialnego, hierarchicznego Ciała Chrystusa – i tylko przyczyniłby się do zgorszenia Chrześcijan podzielonych między sobą. Tym, co jest potrzebne, to niezłomne przywiązanie do Oblubienicy Chrystusa, pomimo jej zepsutego oblicza na ziemi; niezłomna lojalność wobec Jej wiecznej Głowy; i całkowita akceptacja doktryny, którą On jej powierzył w całej jej integralności.

(Kwasniewski, „My Journey from Ultramontanism to Catholicism”; kursywa podana).

Cóż, na pewno ktoś pasie się na „wyimaginowanych zielonych pastwiskach”, ale ci, którzy mieszkają na iluzyjnych leśnych łąkach, z pewnością nie są sedewakantystami. W rzeczywistości zauważcie, jak profesor nawołuje swoich czytelników do „niezłomnej lojalności wobec Jej wiecznej Głowy; i całkowitej akceptacji doktryny, którą On jej powierzył w całej jej integralności”, przy jednoczesnym wyraźnym pominięciu — wyobraźcie sobie! — jakiejkolwiek wzmianki o niezłomnej lojalności wobec papieża, która byłaby tradycyjną katolicką rzeczą do zrobienia:

Tkwią zatem w niebezpiecznym błędzie ci wszyscy, którzy sądzą, że mogą przyjąć Chrystusa jako Głową Kościoła, chociaż nie trzymają się wiernie Jego namiestnika na ziemi. Znosząc bowiem tę głowę widzialną i zerwawszy więzy widzialne jedności, tak oszpecają i zniekształcają Mistyczne Ciało Odkupiciela, iż szukający portu zbawienia wiecznego ani go dojrzeć, ani znaleźć nie mogą.

(Papież Pius XII, Encyklika Mystici Corporis, n. 41; podkreślenie dodane).

http://rodzinakatolicka.pl/pius-xii-mystici-corporis-christi-o-kosciele-mistycznym-ciele-chrystusa/

Co to było znowu o „całkowitej akceptacji doktryny [Kościoła]… w jej integralności”, profesorze?

Okazuje się więc, że to tradycjonaliści uznania i oporu w swojej schizofrenicznej teologii oszpecają Święty Kościół Naszego Pana, a nie my sedewakantyści, którzy odmawiamy przyjęcia wilka lub najemnika jako naszego pasterza (por. J 10:11-14), biorąc pod uwagę to, co sam Dobry Pasterz zapewnił o Swoim Wikariuszu.

W książce Lewisa Carrolla, Alicja w Krainie Czarów, Królowa Kier każe Alicji zagrać w krykieta; tylko w Krainie Czarów gra się przy użyciu flamingów jako młotków i jeży jako piłek. Nie trzeba dodawać, że ptak był nieporęcznym młotkiem, ponieważ stale poruszał nogami i szyją, co utrudniało zamach, podczas gdy jeż miał skłonność do ucieczki, aby uniknąć uderzenia. Podobnie gra się w krykieta w Krainie Pomyłek, gdzie koncepcje teologiczne nie są takie, jakie być powinny, a rezultatem jest chaotyczny bałagan, wir zamętu. Nie sposób weń konkurować!

W tej chwili Peter Kwasniewski wydaje się całkiem zadowolony z grania w wariacje tej samej daremnej gry w każdym ze swoich przemówień lub artykułów, cały czas starając się przekonać swoją łatwowierną publiczność – i siebie samego – że wijący się, niezgrabny ptak walczący w jego ramionach jest solidnym drewnianym młotkiem odpowiednim do uderzania piłki. Tym razem jego próba tejże igraszki przybrała formę całkowicie niewiarygodnego „eksperckiego” świadectwa Johna Henry'ego Newmana, któremu spektakularnie nie udało się wykoleić dogmatycznej definicji nieomylności papieskiej.

Wybierając Newmana na swojego autorytatywnego przewodnika, „teolog katolicki” Kwasniewski wybrał kogoś, kto, niezależnie od swoich lśniących referencji w innych dziedzinach, wykazał swoją nędzną nieadekwatność, jeśli chodzi o zrozumienie prawdziwej potrzeby i szlachetnych motywów, które kierowały papieżem Piusem IX i ojcami soborowymi w zdefiniowaniu dogmatu, co doprowadziło do jego niesłusznego oczerniania ich, a co zostało wygenerowane przez jego zawziętą ignorancję zasadniczej — i łatwej do poznania — prawdy, że ponad tysiąc lat przed Soborem papieska nieomylność została już zaproponowana przez Magisterium Kościoła, i to przede wszystkim nie jako opinia teologiczna.

Oczywiście dr Kwasniewski jest wystarczająco bystry, by znaleźć wyjście z tego narzuconego sobie wygnania do teologicznej krainy fantazji, jeśli tylko w końcu odrzuci te iluzoryczne nakazy pozycji „uznawania i oporu”.

Z pewnością mamy nadzieję i modlimy się, aby to uczynił — nie tylko ze względu na siebie, ale także ze względu na niezliczone dusze, na które wpływa swoją pracą.

 

KONIEC SERII

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz